8 lis 2011

Dzisiaj było siedem Missisipi, ale za często

Tę książkę kupiłam
a) dla stylu, lubię taki styl pisania
b) autorka napisała "Przerwaną lekcję muzyki"
c) dla słów na okładce "Moja pochwa  wciąż próbuje zwrócić na siebie moją  uwagę. Ma mi do powiedzenia coś ważnego. A ja słucham."
d) dla na chybił trafił otworzonej stronie (72) z tytułem Biologiczne sprzężenie zwrotne, co mnie zainteresowało głownie dlatego, że jestem terapeutą biofeedbacku.
e) dlatego, że wybierałam ją bez okularów

Na stronie 53 miałam już dosyć czytania, moja pochwa nie szczypała, nie bolała, nie swędziała, nie rwała, ale niebezpiecznie pulsowała, wcale się nie dziwię, jeśli ja czytam tyle stron o stałym bólu pochwy i wizytach właścicielki pochwy u internisty, ginekologa, lekarza medycyny niekonwencjonalnej, to mój organ może czuć się zaniepokojony.
Na stronie 72 poznałam różnice między moim sprzężeniem zwrotnym a tym z książki. Fizyczne różnice. 
W tym rozdziale poznałam też zasadę jak i kiedy sikać. Otóż, jeśli długość sikania trwa mniej niż wypowiedzenie:  jedna Missisipi, dwie Missisipi, trzy Missisipi i tak dalej aż do ośmiu to znaczy, że... nie musiałam sikać! To znaczy, że pęcherz jest chory lub niewytrenowany.
Cholera!
Przy następnych trzech Missisipi powiem mojemu pęcherzowi, co o nim myślę i to nie  będzie przyjemna rozmowa...

Po dwóch dniach wróciłam do tematu książki.

Problem z pochwą autorki o tyle był nieprzyjemny, że jej chłopak chciał codziennie "się z nią pieprzyć", ponieważ robił to gwałtowniea to bolało. Próby podejmowania leczenia trwały rok i zakończyły się całkowitą abstynencją i rozstaniem z chłopakiem, ponieważ pochwa reagowała bólem nawet w czasie podniecenia czy seksu oralnego, czy też masturbacji.  Autorka została przebadana na wszystkie możliwe sposoby, nie zdecydowała się na operacyjne usunięcie bolącego miejsca, bo dawało tylko 50% gwarancji na pozbycie się bólu, stałego, codziennego bólu. 

Książka kończy się stwierdzeniem, że nieznana jest przyczyna bólu pochwy oraz zapewnieniem, że autorka wciąż bacznie słucha swojej pochwy.



I tym fizjologicznym akcentem kończę życząc Państwu satysfakcjonującego seksu, spokojnej nocy i czego tam jeszcze trzeba.

16 komentarzy:

el pisze...

o mój Boże..

anabell pisze...

O kurczę a ja myślałam,że już nic gorszego od zapalenia cewki moczowej nie może być.Choć moja koleżanka, której jakiś baran w trakcie operacji przyszył niechcący ścianę pęcherza do macicy, twierdzi,że są gorsze historie i bóle.Nim ktoś to odkrył minęło z 6 lat, a ona poznała kilkunastu ginekologów i urologów.Ale nie napisała o tym książki - może błąd???

Beata pisze...

Anabell - błąd :)

Beata pisze...

El, chyba lepiej - Matko Bosko...

silka pisze...

Aż mam ochotę poczytać o tych Mississipi :D

Anovi pisze...

Weź sobie kobieto inne książki bez okularów wybieraj :P Albo idź na kawę :D Może być ze mną :)

Beata pisze...

Silka, w pewnym momencie zaczęło mnie draznić, ale skończyłam książkę i jestem z siebie dumna:)

Beata pisze...

Anovi, z toba zawsze:)

Anovi pisze...

No to gdzie i kiedy? Weekendzik niepodległościowy? A może Zgaga by się przyłączyła co?

bere pisze...

osiem Missisipi mnie dobiło!!!!

Kwoka pisze...

To już się nie dziwię, że za-fyscynowana taką LEKTURĄ oraz własnymi obserwacjami nie zauważyłaś na moim blogu ostatniego posta - a wszak dedykowany Tobie... buuu...

zgaga pisze...

Zacznę liczyć! Bo cuś czuję, że do ośmiu nie dobiję...

W piątek będę w Gdyni!

Anonimowy pisze...

Sztuka pulsowania pochwą jest baaaaardzo, baaaardzo satysfakcjonująca, wprost nie można przecenić ;-)
Pozdrawiam Clou

Kwoka pisze...

A już myślałam na początku, że chodzi o taką publikację: "Monologi waginy " - też niedawny przebój czytelniczy...

Beata pisze...

Kwoko, wybacz, wpadam do netu z doskoku:)

Antares pisze...

A ja słyszałam, że nie należy się zanadto wsłuchiwać w siebie bo można sobie wynaleźć jakie choroby albo nawet zostać hipochondrykiem ;)