9 lip 2010

tojtoj z widokiem

zamieszkaj w szalecie :) bardzo fajny pomysł na walkę z durną biurokracją

12 komentarzy:

zgaga pisze...

Nowy Drzymała! Super!

Nivejka pisze...

Polak potrafi;)

anabell pisze...

trzaby okno w nim dorobić

Mijka pisze...

no proszę jaki pan Krzysztof przedsiębiorczy:)))
brawo dla tego pana:)
jak już będzie w pełni zrobiony,to obiecuję,że nawiedzę,wszak bywam często w tej okolicy:)

mironq pisze...

Witaj Beato! No to będzie facet miał gdzie posiedzieć na parterze. Na piętrze zrobi pomieszczenie z miejscami do leżenia, żeby po siedzeniu odpocząć. Prawie genialne! Pozdrawiam :-)

Beatta pisze...

O wyższości szaletów nad domami mieszkalnymi...;)

Anonimowy pisze...

A pewnie, niech sie ludzie buduja, gdzie tylko im sie zachce.

athina pisze...

Zdecydowanie bedzie to najpiekniejszy szalet w Polsce. I z jakimi widokami!:))

Antares pisze...

Polak potrafi obejść każdy przepis ;)
Też chcę taki szalet :D
Ale wiecie co? Tu akurat to teren chroniony, ale ludziska tak się upierają na budowę na terenach zalewowych a jak wielka fala przychodzi to płacz i zgrzytanie zębów. Myślę, że jednak w większości przypadków z jakichś względów ktoś wyłączył pewne tereny z możliwości zabudowy...

Anonimowy pisze...

Otoz to, dlatego nie rozumiem zachwytow nad pomyslowoscia tego pana.
Moze i ten przyklad sie wydaje komus zabawny, ale swiadczy o tym, ze w Polsce przepisy prawa nagminnie sie lekcewazy. A potem np. jest wielkie zdziwienie, ze ludzie nie chca przyjezdzac do chaotycznie zabudowanej wsi, ktora kiedys slynela z pieknych widokow, albo nad jezioro, do ktorego spuszczane sa cichcem scieki, zeby nie placic za wywoz zawartosci szamba.

Anonimowy pisze...

Witam! Chciałabym odpowiedzieć Antares, mieszkam na terenie przez który przeszły dwie fale powodziowe i nie zdawałam sobie do niedawna sprawy z bezsensów przepisów. Po przejściu wielkiej wody 8 domów zakwalifikowano do rozbiórki z kategorycznym zakazem wstępu, większość z nich została wybudowana na początku XX wieku są drewniane, to co należy się właścicielom, to 100 tysięcy złotych na odbudowę i tu zaczyna się koszmar ponieważ można odbudować tylko w tym samym miejscu, nawet jeżeli ktoś dysponuje działką w innym miejscu ponieważ wtedy to nie jest odbudowa, można też zamienić działkę zalewową na niezalewową ale wtedy również traci się 100 tys. Biorąc pod uwagę, że ludzie pozostali w kapciach i zmiętej koszulinie koło się zamyka. Prosiłabym w związku z tym o delikatniejsze szafowanie określeniem "ludziska tak się upierają"
Berni

Antares pisze...

Anonimowy Berni: nie miałam na myśli ludzi, których nagle coś zaskoczyło, co nigdy nie miało miejsca na danym terenie. Mówię o tych wszystkich pokoleniach, które z dziada pradziada budowały się w sąsiedztwie "ojcowizny" wiedząc jakie na danym terenie są zagrożenia, myśląc "jak się coś stanie to się będziemy martwić". Często wykłócali się z władzami, które dajmy na to nie chciały wydawać pozwoleń (jak ten gość od szaletu). I często nawet nie ubezpieczały domu z oszczędności.

100 tysięcy na odbudowę zniszczonego domu to rzeczywiście śmieszna kwota i to jest chore, bo za to nie da się odbudować domu, co najwyżej dołożyć do zakupu mieszkania. No i co z ubezpieczalnią?

Zgadzam się, że ogrom tragedii przerósłby każdego, jednak pozostaje pytanie: czy warto inwestować w ten sam teren skoro już wiadomo jaki będzie finał przy kolejnej wielkiej wodzie? Być może już lepiej wziąć tę działkę skoro i tak do budowy domu będzie trzeba dopłacać? Trudne kwestie - trudne decyzje, jednak może warto sobie zadać pytanie "co się bardziej kalkuluje w dłuższej perspektywie" - jeśli tak czy siak zaczynamy od zera?