3 cze 2010

Ciągnęła

nauczycielka chłopca po podłodze...

nie wiem o co tam dokładnie chodziło, sprawdzą, wyjaśnia, ale wiem, że ośmiolatka czasami nie można podnieść i wziąć na ręce, żeby go odizolować od klasy, a czasami trzeba, bo:
1. wyzywa nauczycielkę od "pojebanych kurw" i "dziwek"
2. wrzeszczy, że wyskoczy oknem, jak mu jeszcze raz będzie kazała otworzyć książkę
3. podnosi i krzesło i straszy, że rzuci w klasę
4. rzuca się na podłogę krzycząc, że nigdzie nie pójdzie...


ktoś dopisze dalsze punkty? 8 lat, zaburzenia zachowania, dziecko w rodzinie zastępczej...

45 komentarzy:

zgaga pisze...

Zgadzam się! Czasami trzeba!

wilkocica pisze...

Jest jeszcze sikanie na innych uczniow, przemoc wobec kolezanek z lawki (bo suko ci oczy cyrklem wydlubie- i proba wydlubania tych oczu) itp.

Moja przyjaciolka pracuje w placowce dla dzieci z ostrymi zaburzeniami psychicznymi (glownie z rodzin patologicznych, aczkolwiek nie tylko).
Wychodzac z wychowankami (wygladaja calkiem "zwyczajnie") niejednokrotnie zaczepiana jest przez oburzonych "zyczliwych". Kilkakrotnie tlumaczyc musiala sie zawiadomionemu panu policjantowi.
(O donosach ukochanych rodzicow dzieci nie wspomne, pisala Pani nie raz).

Mijka pisze...

Mam sporo do dodania, ale siadl mi laptop...
Mose tylko tyle: osmiolatek, mama bizneswoman, po rozwodzie, bardzo roszczeniowa, z jednej szkoly- prywatnej- usuniety za rzucenie krzeslem w nauczyciela, jest u nas, ostatnio uderzyl w twarz kolezanke...
Albo drugi, dwunastolatek, przemoc w rodzinie, matka wreszcie poszla po rozum do glowy i sie wyprowadzila, syn odgrywa sie na nas, jestem wg niego jebana szmata- to odpowiedz na prosbe, aby wyszedl z szatni na lekcje( po dzwonku)...

Niestety przynajmniej w naszej szkole agresja i wyzwiska spotykaja nas ze strony dzieci, ktore nie maja normalnych rodzin...

iw pisze...

Nie mam doświadczenia jako nauczyciel, chociaż niby uprawnienia do nauczania języka mam. Po pierwszej jednak próbie, kiedy chłopcy z ostatnich klas gimnazjum chcieli uczyć się wyłącznie słówek z zakresu pornoli, a ci z liceum chcieli się ze mną umawiać (wszak dopiero po studiach byłam), po czym po dwóch tygodniach przy pięciu chłopcach straciłam głos od mówienia, podpisuję się pod Twoim podsumowaniem i myślę, że bywają i gorsza zachowania dzieci.
A skoro rodzice zawiedli, nauczycielka mogła się poddać, a wtedy za jakiś czas oglądalibyśmy film jak jakiś młodociany idiota zakłada jej na głowę kosz na śmieci, albo jak sobie żyły podcięła, bo nie wygrała z ośmiolatkiem.
Miłego święta :)

Kaś pisze...

hm to mnie ostatnio 9 latek powiedział, żebym się zamknęła bo mi "wsadzi piórnik do d...." - cytuję... no cóż...

Beata pisze...

iw - miłego:)

denerwuje mnie ten medialny raban, robienie z igły widły itp.

nie wolno nam (nauczycielom) zrobic apelu i całej szkole pokazac uczniów, którzy innego ucznia dręczyli, bili, zastraszali...bo to NARUSZA ICH GODNOŚĆ...

Beata pisze...

Kaś ...

Beata pisze...

Mijka - jestem za nauczaniem indywidualnym niektórych uczniów, ale w domu, a na to rodzice sie nie zgadzają, daja ich do szkoły, do swietlicy na cały dzień, ok, ale w tej świetlicy powinien miec taki uczeń swojego terapeutę cały czas, az będzie wychodził z zafiksowania agresją

Beata pisze...

Wilkocica - podziwiam koleżankę, mnie moi lekko niepełnosprawni wystarczają ponad normę tylko dlatego, ze nie wszyscy maja problemy z zachowaniem, wiekszość mogłaby nieźle funkcjonować, gdyby sie leczyła, ale..."nie będe sie truł tabletkami!..." dlaczego? "bo nie!"

Beata pisze...

Zgago, dzienks:)

Didżejka pisze...

oczywiście, nauczycielowi nie wolno krzyknąć i nie wolno podejmować jakiejkolwiek próby odizolowania dziecka od klasy, bo to jest niehumanitarne i tak dalej. Ale dziecku wolno nauczyciela poniżać, bić, w różny sposób zagrażać jego zdrowiu - bo to przecież tylko dziecko jest!

Ludzie, którzy całą winą obarczają nauczycieli, naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, jak agresywne i niebezpieczne może być dziecko. Rodzice takich dzieci często mają to w dupie: posyłają dziecko do szkoły, żeby mieć je "z głowy" i żeby nie musieć przejmować się kwestią wychowania, bo "przecież szkoła jest od wychowania". Ma-sa-kra.

Mijka pisze...

Dokladnie!!!
U nas czesc ma ind, w tym ten, co mi na korytarzu siedzi, jak mu mama zapomni dac prochy...ale to ind jest w szkole, niby osobnej salce, ale sama wiesz, jak to wyglada...
Domowe maja li i jedynie mocno chorzy!! Dziewczynka z rura w tchawicy i inna z fobia szkolna..
Agresywni sa w szkole... Na przerwach tez, a wiadomo, jaki halas i zamet wtedy panuje, a to wzmacnia agresje.. Eh.

Didżejka pisze...

Jeszcze mi sie przypomniało, jak kiedyś rozmawiałam ze swoją siostrą cioteczną, która chodzi do podstawówki. Mówiła, że u niej w klasie też są rozrabiaki, bardzo aroganccy i opryskliwi chłopcy, i chociaż innym dzieciom ich zachowanie się nie podoba, to wolą one trzymać z nimi, bo się ich najzwyczajniej w świecie boją. Moja siostra uważa, że jedyną skuteczną metodą na takich łobuzów byłoby wyciągnięcie ich przed szereg na apelu.

Mijka pisze...

Didzejka, ajlowjuje Cie:)))

Mijka pisze...

Kiedys wyciagano na apelu, teraz godnosc blablabla, trauma blablabla...

Didżejka pisze...

Mijko, zaróżowiłam się :D

damurek pisze...

Jak ja się cieszę, że pracowałam z dziećmi dawno, dawno temu ..... dzieciaki rozrabiały ale to było naprawdę fajne rozrabianie ... albo po prostu miałam szczęście z fajnymi dziećmi pracować (największe łobuzy, które mają już swoje dzieci do tej pory mi się kłaniają):)
Czy ja miałam szczęście czy teraz jest tak źle!?

Anonimowy pisze...

Witam, z edukacją nie mam nic wspólnego, ale jestem przewodnikiem więc czasem mam kontakt z dziećmi i młodzieżą. Chciałabym teraz wygłosić jedno zdanie do nauczycieli "JESTEŚCIE ŚWIĘCI" i życzę Wam dużo zdrowia!!!
Berni

AthenaErgane pisze...

Nauczycielem nigdy nie byłam, ale sądzę, że telewizja znowu z igły robi widły. Czasem trzeba uciec się do rozwiązań siłowych bo dzieciak zagraża otoczeniu lub samemu sobie. Gdyby gówniarz wyskoczył przez okno - byłby winien nauczyciel, bo go nie przytrzymał. Gdyby nauczyciel przytrzymał - byłby oskarżony o użycie siły wobec biednego, niewinnego dzieciątka.
P A R A N O J A !

Mijka pisze...

Athena, jak juz mi laptop wstanie, bo sie dzis zbuntowal:), to wkleje nasze procedury dotyczace agresywnych i autykow-ci z kolei czasami robia sobie krzywde. W jednym z punktow mamy przyzwolenie na prztrzymanie, ew move wezwac wsparcie w postaci karetki- to do dzieci z autyzmem.
Wydrukowalam to i powiesilam w naszym kantorku.
Ale to dotyczy tylko tej grupy dzieci...
A inne?
Jest tak, jak piszesz, niestety....

malinconia pisze...

Byłam nauczycielem i wychowawcą w prywatnej szkole. Pracowałam 40 godzin dziennie za 700 zł. Rzucanie ceramicznymi kubkami w tablicę, na której nauczyciel akurat notował temat, wbicie ołówka w plecy kolegi, zwracanie się do nauczycielki per kurwo, itp., to tylko kilka przykładów. Mam nadzieję, że życie już nigdy nie zmusi mnie do podjęcia pracy w szkole.

Margo pisze...

Każdy z nas był dzieckiem, tylko kto od zarodka zajmował się wspomnianym dzieckiem?
Czy nauczyciel jest za to odpowiedzialny?

ja się nie nadaję, zamknęli by mnie szybciej niż monitoring ujrzałby światło dzienne.

Prokurator, no cudownie...

Beata pisze...

Margo - puścilibyśmy film w zwolnionym tempie, żebyś była dłużej:)

Beata pisze...

Malinconia, no, w tygodniu, wiem:) dlatego nigdy nie chciałam uczyc w szkole społecznej..., ale nie z powodu tych 40 godzin, bo ja je tez realizuję, ale z tego, ze w szkole społecznej przypadki naruszania godności nauczyciela pojawiły sie szybciej niz w szkołach publicznych (pracowałam w prywacie przejściowo w roku 1998)

Beata pisze...

Mijka...na czas obecny to plany dotyczace trudnych dzieci są takie, żeby je jak najszybciej wywalać ze szkół, broń Boże nie zostawiać na drugi rok...

Beata pisze...

Atheno, otóż to paranoja

Beata pisze...

Berni, dziękujemy, zdrowie nam niezbędne:) mamy pracowac do 60 tki...

Beata pisze...

Damurek - mam za sobą 25 lat pracy w szkolnictwie...tak od przemiany ustrojowej 89 powoli zaczęło sie robić gorzej, mniej więcej 1995-6...

Beata pisze...

Didżejka - ajlowjucię:)

srebrzysta pisze...

Matko święta! No, przepraszam... ale to jest po prostu.... popieprzone! Jak w tym wszystkim zachować zdrowe zmysły i chęć do pracy????
I pytanie kluczowe: ku czemu zmierzają te wszystkie "procedury"; kiedy moim zdaniem procedura powinna być jedna: nauczyciel ma uczyć, uczeń ma uczyć się a ojciec z matką mają wychowywać.
Wiem, wiem, zaraz na mnie nakrzyczycie, że niedzisiejsza jestem...

antyfaszysta pisze...

Aby pracownik prawidłowo wykonywał swoją pracę, potrzebuje narzędzi. I to bez względu na charakter tej pracy. Jeśli pracownikowi odbiera się narzędzia, to nie można od niego wymagać osiągania odpowiednich wyników. Nauczycielom odbiera się kolejne narzędzia ich pracy.
Ale cóż, nauczyciele w znacznej części są sami sobie winni. Nauczyciele są w tym kraju najbardziej skłóconą grupą zawodową. Nie potrafią się zjednoczyć, dają sobą manipulować. Często pod pięknymi słowami o "misji" ukrywają strach przed zwolnieniem.
A tak naprawdę, to jest z nimi tak, jak z każdym innym zawodem. Dla kilku (kilkunastu?) procent to powołanie, dla olbrzymiej większości to po prostu etat. I w tym także nie ma nic złego, bo nie potrzeba powołania, by być dobrym rzemieślnikiem. Potrzeba tylko pracy i odpowiednich narzędzi.
Powołanie i talent jest niezbędne by w swoim zawodzie być artystą.
PS
Drodzy moi nauczyciele popatrzcie na lekarzy...

Mijka pisze...

Anty, ja akurat nie boje sie stracic pracy i robie swoje:)

ale sklocenie jest, podkladanie swin takze, ja np nie dopytuje teraz w ogole- chodzi mi o zaliczenie.... pierwszego semstru! Kto u mnie nie zaliczyl do konca marca spotka sie ze mna w sierpniu na poprawce, taki jest przepis i nie widze powodu,by sie naginac. Byl czas! I tyle w temacie.
Ale moje kolezanki nadal zaliczaja wrzesniowe tematy...


A co do lekarzy...bo chyba sie domyslam, o co Ci chodzi...
Pewnego pieknego dnia powinnismy przyjsc do pracy i odeslac dzieci do domu ?

A narzedzia...malo kto wie, ze mozna skierowac sprawe do sadu przeciwko uczniowi .
U nas poszly dwie, m. in przeciwko temu od szmaty. Tylko co to tak konkretnie da? Dostanie kuratora, ktorego juz ma i ktory z tego co wiem od dzielnicowego- wspolpracuje z nami, na dodatek to pedagog- nie pojawil sie w szkole ani razu, za to raporty a i owszem sa??
I tego to ja juz nie kumam i nie przeskocze...

antyfaszysta pisze...

Mijko ja nie piszę o indywidualnych przypadkach. Ja jedynie wyciągam wnioski z tego, co obserwuję przez całe szczeniackie i dojrzałe życie. Z punktu widzenia dziecka i rodzica. Bo choć sam nie jestem "ciałem", to całe życie z "ciałem" jestem związany i to tak, że bliżej już nie można.

Skoro można odejść od łóżek chorych, to dlaczego nie można odesłać dzieci do domu, albo (lepiej) któregoś dnia wcale ich nie przyjąć? Podstawowym prawem pracownika jest prawo do strajku! Skoro wszystko inne zawodzi, to strajk (i to nie koniecznie w imię poprawy finansów) jest najlepszą formą wymuszania respektowania swoich praw. Ale do skutecznego strajku jest potrzebna solidarność w swojej grupie zawodowej (lub co najmniej w jednej jej jednostce).
Dam tylko jeden przykład. Jeśli w szkole jest dziecko, z którym żaden nauczyciel nie może sobie poradzić (a wiem, że są takie sytuacje) to znaczy, że takiego dziecka należy się ze szkoły pozbyć. Jeśli przepisy prawne na to nie pozwalają i nie ma jak ich zmienić, to pozostaje strajk. Strajk o jednego bachora? Tak właśnie, strajk o jednego bachora. I o to, by następnych takich bachorów nie było w szkole w N ani w żadnej innej. Dzieci o których pisałyście są niebezpieczne dla innych. Nie powinny przebywać z dziećmi normalnymi. Skoro w myśl obecnego prawa nie można ich relegować, to trzeba to prawo zmienić a nie mu się biernie poddawać ograniczając się do krytyki na forach. Choćby dla bezpieczeństwa własnego tyłka.
Ale by w ten sposób działać, trzeba być zjednoczonym.

Mijka pisze...

Dokladnie tak.

Od lat to powtarzam, razem z muzyczka, ale nie mamy poparcia, no moze ze trzy osoby na sto sa z nami. Reszta to wygodnickie panie czesto nie robiace nic poza gadaniem za plecami. Muzyczke jedna z mam straszyla sadem, dalsza rozmowa toczyla sie przy dyrekcji i swiadku, spisano protokol, matka sie wziela za corke i jest lepiej. Czasami dzialaja takie metody.
Od piatku wiem, ze bedziemy zmieniac statut w kwestii tych ciaglych zaliczen, ciekawe ile osob z grona bedzie za i czy te nasze pomysly nie spotkaja sie ze sprzeciwem kuratorium, bo ta instytucja, to sam wiesz...

Znednicze


Zjednoczenie?
Niewykonalne:)

Mijka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Witaj Beato, kiedyś do szkoły nie wkraczała prokuratura, uważam, że to bardzo zły zwyczaj, zastraszający nauczycieli, co skutkuje zastraszaniem niektórych, a potem płacz, że uczniowie molestują koleżanki lub nakładają nauczycielom kosze na głowę.
Owszem, nauczyciel nie musi mieć zawsze racji, czy jednak jest to jakiś problem dla prokuratury? Czy dzieciakowi coś się stało? Rozumiem, że mogłaby to wyjaśniać jakaś komisja z kuratorium, zająć się tym rada rodziców, ale prokuratura? Niewspółmierne środki, zastraszające nauczycieli.
Maria Dora

Nivejka pisze...

znam to wszystko z autopsji. od jakiegoś czasu poważnie zastanawiam się nad zmiana zawodu...

Mijka pisze...

Nivejka,też o tym myślę....
tyle, że ja naprawdę lubię uczyć...

effka pisze...

Srebrzysta, nie jesteś niedzisiejsza - masz całkowitą rację : uczeń ma się uczyć, nauczyciel nauczać ,a rodzic wychowywać. Tylko, że to wszystko stanęło na głowie.
Nie chcę myśleć o wrześniu.

Beata pisze...

Zmiany w szkolnictwie nastąpiły, kiedy:
1) zniknął w Polsce zamordyzm i nastała demokracja
2) na studia może iść każdy, nie ma egzaminów wstepnych, a kiedyś, to nawet na zaoczne trzeba było mieć skierowanie z "zakładu pracy", wykształcony nauczyciel jest niczym, bo studia może miec każdy
3) kiedy uczeń sprawiał problemy trafiał do szkoły specjalnej, bo tam przyjmowano dzieci zagrożone niedostosowaniem, one były tam KIEROWANE!, szły tam dzieci z tak zwanych "postanowień sądowych", od 5 lat ten przepis już nie istnieje
4) kiedy uczeń sprawiał problemy a rodzic nie wspierał szkoły list w sprawie dziecka trafiał tez do "zakładu pracy", do "rady zakładowej", (to może teraz do parafii trzeba by było?), a nawet do komitetu partii i wstyd był...

małgośka pisze...

Ja jestem z czasów kiedy niesubordynowany uczeń dostawał przez rzyć kablem od czajniczka. I jakoś mu to nie zrujnowało psyche, a od razu nabierał dobrych manier i rozumu.

Beata pisze...

Małgosiu, tylko teraz ten uczeń co przez rzyć, ma własne dzieci i sie mści na oświacie:)

Beata pisze...

ale to oczywiście uproszczenie jest!:)

Anonimowy pisze...

Przeprowadzalam sie, bez netu bylam i ciekawa dyskusja mnie ominela. Tu, w UK, niedawno byl przypadek dobrego, poczciwego nauczyciela-entuzjasty, ktory skonczyl jako nauczyciel walac dzieciaka hantlem po lbie i wrzeszczac : 'die ! die ! die !'. Ktos z komentatorow uznal, ze nalezalo wrzeszczec nie, ze dzieciak ma umrzec, tylko : 'education ! education ! education !', bo w ten oto straszny sposob dziecko sie uczylo, ze dzialania maja swoje konsekwencje. A chlopie dzialalo - wespol z cala klasa - zeby nauczycielowi puscily nerwy i zeby to nagrac komorka i miec ubaw.
Nauczyciel spotkal sie ze zrozumieniem raczej, nie poszedl do wiezienia, z zawodu odszedl.
Sama nigdy az w takich opalach nie bylam, ale zdarzalo mi sie zalowac w szkole tego, co robilam z nerwow.
Czego bym chciala ? Zeby nauczyciel nigdy nie wahal sie wezwac pomocy, zeby byla na to stosowna procedura, zeby mogla do klasy, w ktorej dzieje sie cos zlego, przyjsc natychmiast inna - jeszcze w pelni sil i wladz umyslowych - inna dorosla osoba i wesprzec kolezanke/kolege. Zeby potem z kolezenstwem i dyrekcja smialo omowic sprawe - jakie wyjscie najlepsze w takich skrajnych przypadkach. Zeby nauczyciel nigdy nie czul sie samotny, zawstydzony, 'bo sobie nie radzi'.
A dzieci, rzecz jasna, bic hantlem nie wolno i wszyscy w omawianej historii byli ofiarami.
Przenigdy bym do szkoly wrocic nie chciala, ale zawsze mnie ciekawia szkolne sprawy. Trzymajacie sie razem, kolezanki na niwie ( bo kolegow to chyba nadal tam na lekarstwo ). Zzo

foksal pisze...

fiu, fiu