4 cze 2010

pokonała mnie...

natura
ja wiem, u mnie sucho i nawet ciepło, 20 stopni tyle wystarczy  nawet na całe lato,
ale rośnie we mnie jakaś niemoc,
lęk pomieszany z nieprzyznawaną otwarcie radością (jednak, Boże, dzięki!)
poczucie winy durne, że u mnie nie pada...

tam niektórzy, zalewani trzeci raz, nie podniosą się nigdy
 gdzieś zalało osiedle za miastem, dadzą sobie radę, myślę, ale te całe wsie i gminy znowu pod wodą, pod wodą... im nikt tojtoja na tratwie nie postawi...
ziemia schodzi z gór zabierając po drodze dach
a ja posadziłam kolejny winobluszcz trójpalczasty
dosiałam maciejkę,
wymiotłam piasek naniesiony przez psy...

10 komentarzy:

Nivejka pisze...

Jadłam dziś truskawki. I myślałam dokładnie o tym samym...

zgaga pisze...

Nie ja winna, że u mnie nie zalało...

Kaś pisze...

ja teraz już w Krakowie (po moich wczorajszych przeżyciach powodziowych) i aż mnie razi to słońce, ten spokój, ale przecież to nie nasza wina,że u nas spokój. Czekam na wieści od rodziców...u nich zalewało.

damurek pisze...

U mnie tylko z sufitu kapało, ogródek troszkę podtopiony ... dach wystarczy zreperować, sufit i ściany się pomaluje ... mam jednak szczęście, że mieszkam tam gdzie mieszkam - mam dach nad głową! dom stoi!
No właśnie ... nie moja wina, że mogę spokojnie w ogrodzie jagody zbierać .... a jednak jest w tym wszystkim coś co przygnębia ... jakieś dziwne poczucie winy, że ....
Oby ten koszmar się skończył ...

Ps.Gdyby w naszej miejscowości nastąpiło jakieś porządne tąpnięcie, jakieś ruchy tektoniczne czy coś takiego to ... to mój dom zapada się po prostu pod ziemię ... (kopalniane wyrobiska:))

Anonimowy pisze...

Wlasnie przez kopalniane wyrobiska Bierun tak ucierpial w tym roku. Wielu z ludzi, ktorzy zostali zatopieni, pracuje lub pracowalo w kopalni, ktora spowodowala te szkody. Pytanie: czy koszty wydobycia, wliczajac w to straty spowodowane przez obecna powodz, rownowaza uzyskane zyski? Moim zdaniem na pewno nie.

Beatta pisze...

Ja także myślę o powodziowej tragedii, smutek...:(

slawkas pisze...

Powódź pokonuje nas wszystkich jako społeczeństwo. Tak czy inaczej wszyscy jakoś za to zapłacimy. Mam wrażenie, że współczucie ludziom dotkniętym tą tragedią jest niemal powszechne.

AthenaErgane pisze...

Mam masę szczęścia, że mieszkam tu gdzie mieszkam. Czasem tylko piwnicę zaleje. Dziś odważyłam się zejść do piwnicy bo nie wiedziałam jak tam będzie wyglądało... ale nie było źle. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić co czują pozalewani ludzie. Nie wiem, dlaczego tak się stało, że na terenach zalewowych można uzyskać zgodę na budowę. Coś jest nie tak. A potem takie niewyobrażalne tragedie...

iw pisze...

Ja też uważam się za szczęściarę. Nie zalewa, omija mnie z daleka ta wielka woda, tfu-tfu...
Współczuję tamtym wszystkim ludziom i dziękuję wszystkim mocom za to miejsce, gdzie czuję się względnie bezpieczna (bo kto wie, co jeszcze...)

Mała Mi pisze...

Ooo :) pozytywnie :) i dobrze :) ale to poczucie winy to chyba nie na miejscu... :) nie masz na to wpływu :)