18 kwi 2012

znikam

dół jest głęboki
Ka po raz pierwszy uderzył mnie, swoja drobną dziesięcioletnią piąstką przywalił mi w brzuch, bo zwróciłam mu uwagę, że się nie przechodzi samodzielnie przez ruchliwą ulicę
a on nie lubi jak mu ktoś zwraca uwagę
potem darł się przez 40 minut jazdy samochodem i robił to na złość mnie
dół mam z tego powodu, że w końcu nie wytrzymałam i pokrzyczałam prosto w ucho
zostaw mnie ty debilko usłyszałam i miał rację...

oczywiście
w domu, po godzinie przyszedł i przeprosił i powiedział, że tak na prawdę to on nie wie dlaczego tak się zachowuje
że krzyczy, bo robi mi na złość, żebym miała gorzej niż on i że wcale nie chce żebym go zostawiła, że chce u nas być...
cieszę się, że potrafi o tym mówić, zapewniłam go (zresztą w czasie ataku też zapewniałam), że mi na nim zależy (kłamiesz!), ale powiem szczerze mam dość
jest gorzej
leki nie działają
od 5 lat niewiele się zmieniło, no może częstotliwość krzyków się zmniejszyła 2-3 razy w tygodniu, ale też i szkoła ograniczona do minimum, więc nie ma okazji do buntu, do autodestrukcji, chociaż czasami atak furii wywołuje prośba, żeby przebrał koszulkę na prawą stronę...
Już niedługo klasa IV...
Jeszcze  8 lat z Ka, czy wytrzymam?

19 komentarzy:

iw pisze...

Współczuję... i ściskam mocno!

anabell pisze...

Beato, nie znikaj, jesteś moją idolką.Wiem,że Ci ciężko, no ale przecież nie zakładałaś,że będzie łatwo.
Przytulam, ;)

Beata pisze...

ale nie aż tak...

Beata pisze...

dzięki

retro77 pisze...

Boże - bardzo Ci współczuje - nawet nie wiem co napisać - bardzo cie pozdrawiam - trzymaj się i nie znikaj :))

Anonimowy pisze...

Jak sie cos okropnego opisze, to czlowiek jakby nad tym troche odzyskuje kontrole, przerabialam to, choc w innych okolicznosciach, o ktorych i dzis ciezko myslec.
Wiec dobrze, ze opisalas.

Powiem szczerze : pewna jestem, ze nie wytrzymalabym, opiekujac sie dzieckiem w takich okolicznosciach,jak opisalas. Cos bym zlego zrobila, czego bym potem zalowala latami. M.in. dlatego ze szkoly w podskokach na emeryture uciekalam, bo psychicznie nie dawalam rady z najtrudniejszymi uczniami, a wsparcia za bardzo nie bylo...z wiekiem zreszta rozne rzeczy gorzej jakby znosilam.
Tak chce sie zyc, zeby byc jak najdluzej z tymi, ktorych sie kocha, i ktorzy nas kochaja - to jest dobro pewne, a wszystkie inne nagrody : korony niebieskie, dyplomy uznania itd.to juz nie to samo. Jesli cos mnie niszczy - praca, zwiazek, cokolwiek - to musze pomalu planowac odwrot, wycofanie sie z tej sytuacji, musze ratowac siebie.

Ale moze nie jest tak zle ? To sie tylko uciesze !
Zzo

athina pisze...

Bea, kurcze... Wspolczuje i podziwiam! Absolutnie nie wiem, jak bym sie zachowała ale i wiem, ze absolutnie sie do takiej pracy nie nadaje. Jestem za slaba. Bea, a kiedy emerytura? Przesz tak wiecznie sie nie da, co?

zgaga pisze...

KOchana! To Twoje życie. Masz je tylko jedno. Brzemię odpowiedzialności jest wielkie, ale czy biorąc dwoje dzieci tak trudnych, nie ruszyłaś trochę z motyką na słońce? Bez Twojej siły oni niczego nie zdziałają, ale czy Tobie tej siły starczy?...

Oby to był chwilowy kryzys. Ale myśl trochę więcej o sobie! To zdrowy i konieczny egoizm!

zielone-buty pisze...

nie wiem jak Ty to robisz, ani skąd masz siłę, ale wiem, że wytrzymasz.

clou pisze...

Obserwuję z dala z wielkim szacunkiem, podziwem ale i ze zdziwieniem - czy aby nie przekraczasz rozsądnych granic poświęcenia? Warto pamiętać, że jesteś jeszcze TY z niegdysiejszymi marzeniami (nie wiem czy jeszcze jakieś masz), ambicjami, miłością własną, ochotą na życie i jakąś porcją spokoju. Niekiedy trudno pogodzić się z koniecznymi wyrzeczeniami dla własnego dziecka - TY przekraczasz miarę człowieka... Pozdrawiam najserdeczniej życząc sił, wytrwałości i cierpliwości w rozmiarach przekraczajacych możliwości.

Beata pisze...

to co mam zrobić? oddać go do domu dziecka? zrezygnować tak jak jego matka? Przecież o to mu chodzi, żeby wyszlo, że to jego wina, że go nie chciała matka, że nikt go nie może mieć, nikt go nie chce, bo jest taki zły i okropny. On w ten sposób wybiela matkę, obwiniając siebie.
Mam nadzieję, że nie pozwolę przekroczyć granicy, nie jestem w tym sama, ale muszę przyznać, że Ka to chyba najtrudniejszy przypadek... Kiedy go odebrałam z domu dziecka od razu wiedziałam, że jemu potrzebna jest mama potrzebny tata, tacy adopcyjni, teraz już za późno.

silka pisze...

Nie można ocalić nikogo przed nim samym ...

Matylda pisze...

poraża taka sytuacja.
Nie,ja bym nie potrafiła;/
Zniszczy Ciebie,Siebie i porani najbliższych Ci.
Nie ma rady jedynie słusznej.Tak wiem że te dzieci skrzywdzone są przez własnych rodziców,ale TY? co z Tobą ?

floska pisze...

Nie ma dobrej rady w takiej sytuacji. Każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma ograniczoną wytrzymałość psychiczną. Z drugiej strony dla dziecka takiego jak Ka powrót do domu dziecka jest równoznaczny z odrzuceniem i pogłębieniem problemów. Myślę, że brak jest u nas fachowej pomocy i wsparcia dla rodzin takich jak Twoja. Ale to, że Ka umie i chce rozmawiać o swoim problemie, to już bardzo dużo.
Pozdrawiam i życzę sukcesów (jednak)

Anonimowy pisze...

Beata,
rozumiem. Za miedza moja przyjaciolka ma rodzine zastepcza...
Z mala Ce. tak tez bylo, albo i gorzej na poczatku. O 2 kroki kiedys tak bylo - ze sie nie rozstali definitywnie.
I coz - dzis Ce. ma prawie 18 lat... Choc wiele problemow pozostalo - to jednak jestem wprost zaskoczona zmianami pozytywnymi jakie zaistnialy.
Ale jednak - panstwo bardzo pomaga. Gdyby nie to moznaby bylo zwariowac.
Jednak Beata - nie zawsze z motyka na slonce, mimo wszystko... Pamietaj o tym.
TY - tez masz prawo zyc.
Mlynarka z L.

Kwoka pisze...

Powtórzę komentarz Silki - "nie można nikogo ocalić przed nim samym ", bo tak to CHYBA JEST, ale niektórzy próbują się z tym zmierzyć - tak jak TY... Banalnie składam Ci wyrazy uznania, nie dziwię się frustracji i życzę siły, ale i troski o SIEBIE. Decyzja może też być TYLKO TWOJA ! :)

Lewym.OK pisze...

chyba bym nie dala rade,to takie smutne, z jednej strony ze skrzywdzone sa dzieci przez zycie juz na samym jego poczatku choc byc moze nie do konca zdaja sobie z tego sprawy a z drugiej ze bedzie im ciezko prawdopodobnie przez reszte calego zycia, bo maloprawdopodobne ze kiedys sie to skonczy

spt pisze...

Kochana - jesteś wielka - i odpuść doła w związku z krzykiem. Pamiętasz jak mi napisałaś, że koleś którego walnęłaś zeszytem wyrósł na porządnego człowieka? zawsze to sobie powtarzam. szczególnie przy angielskim :) nie da się nie wrzeszczec na dzieci. a Ty jesteś absolutnie opanowana bo ja jak siebie znam po tekście o debilce lutnęłabym mu w gębę. i już. w imię szeroko rozumianej miłości do niego i do siebie. są granice. i coś takiego nieuchwytnego. jest nam szkoda dzieci. bo mają przechlapane. cudze - bo ich rodzice nie chcieli. własne - bo im się rodzinę rozbiło. itepe, ietede. nie jestem psychologiem ale mam intuicyjne przeczucie, że trzeba odpuścić te wzszystkie poczucia winy, krzywdy i empatię i po prostu pokazywać jak świat działa. dobrze że nakrzyczałaś. to wcale nie znaczy że jesteś zła.

a robotę masz faktycznie ciężką. to misja. i działasz odpowiedzialnie. i oby więcej takich osób jak Ty :*

acha. i nie wiem na ile to pomoże, ale moje jak najbardziej rodzone dziecko i nie dysfunkcyjne też mi robi na złość i potrafi upierdzać w samochodzie tak, że resztkami sił trzymam kierownicę. i tak na przykład przez 1,5 godziny. bo w korku ;)

Beata pisze...

Spt... dzięki :)