3 kwi 2010

spaliłam dżezdżonkę...

14 komentarzy:

anabell pisze...

O rany, a co to jest?

Neskavka pisze...

Też nie wiem! Babka taka?

Beata pisze...

babka drożdżowa:) taki gryps rodzinny:) odkroiłam spalenie, polałam lukier i...połowy juz nie ma:) robie drugą!

damurek pisze...

Ja spaliłam (odrobinę)schab ze śliwkami ... a za babkę drożdżową dopiero się zabieram ...

Radosnych i spokojnych Świąt!

Margo pisze...

nie lubię babki drożdżowej, więc dobrze jej tak!

Szeherezada Stiepanowna pisze...

Ja zawsze przypalam :-)
Spoko, Beata!
Spokojnych Świąt.

Lorenza la Magnifica pisze...

Małam kiedyś książkę kucharską pt. "W moijej kuchni nic się nie zmarnuje", gdzie był przepis na "Babkę drożdżową z zakalcem". Znaczy - jedna babka wyszla z zakalcem, to ten zakalec kroisz i wrzucasz do drugiej babki w charakterze bakalii.
Wesołych świąt!

Mała Mi pisze...

Właśnie też nie wiedziałam co to :P ale to nie tragedia... ;) mimo wszystko uśmiechu i wesołego Alleluja :)

Pistacjowy Kosmita pisze...

Lorenza, a tam nie było przypadkiem napisane tłustym drukiem "daj Pistacjowemu"? Musi masz wybrakowaną edycję. Zakalec, to pyszna sprawa. Polecam się na przyszłość!

Lorenza la Magnifica pisze...

Pistacowy Kosmita: Nie było :-) Ale to książka z przełomu lat 70. i 80. To Pistacjowy wtedy był na świecie?!

Beata pisze...

Mówił, że był:) jako zarodek:)

Pistacjowy Kosmita pisze...

Lorenza la Magnifica, nie jestem żaden "pistacowy", nawet jeśli kocham zakalce.A czy byłem już wtedy na świecie? Hmmm, na jakimś pewnie byłem...Czort jeden wie ;)))))))

Pistacjowy Kosmita pisze...

Bea, takie żarciki przed 22:00 ???

Beata pisze...

Ja tam wszystko mogę, Pistacjowy:)