2 kwi 2010

Fajnego weekendu:)

natchnął mnie WT
a może po prostu przyspieszył notkę?
to ma być notka marudna, niestety...
uwielbiam święta i już.
Cała reszta, przed świętami, nieco mnie denerwuje, Muszę robić jakiś postanowienia, zamyślać się, przemyślać, poprawiać, akurat mi się to uda...I właśnie teraz muszę to robić...Sztampowe życie od świat do świąt dzisiaj wyjątkowo mnie denerwuje. człowiek ledwo zdjął oświetlenie z choinki i zaraz znowu będzie musiał rozplątywać kabelki...I jeszcze z tymi zimowymi świętami, kiedy się radujemy narodzinami, to wszystko jest jak trzeba. Zawsze o tej samej porze, ale te wiosenne, radość ze zmartwychwstania latają po marcu i kwietniu jak kot z pęcherzem. Sztampę burzą, spokój i ład:) Poza tym wiosna, koty marcują, bociany gniazdo poprawiają a ja nie mogę myć okna w czwartek, bo to WIELKI CZWARTEK...
Wielki czwartek! A podobno jest tez wielka środa! Jem sobie kiełbasę w stołówce szkolnej, w środę właśnie i słyszę, że właściwie to cały tydzień nie powinno się jeść mięsa, w wielka środę też.
Hm... - mówię - Panu Jezusowi,  to ja chyba tą  kiełbasą nieszczególnie zaszkodzę, co? - oj, ryzykuję, ale co tam. W tamtym momencie, ta kiełbasa właśnie uratowała mi życie i niewątpliwie uniemożliwiła przyklejenie żołądka do kręgosłupa.
Kobitki się zaśmiały radośnie. Uff, nie oberwałam. Jutro Wielki Piątek, z pewnością, nawet ja to wiem, że wielki jest, ale ja będę robić wielkie zakupy, będę czernić brwi i rzęsy, spotkam się z Juniorem i niewykluczone, że zeżre mięso, chociaż się postaram powstrzymać, mimo, że po dziecinnemu zadam sobie pytanie - jeśli nie zjem mięsa czy to coś zmieni w życiu Jezusa? Przecież nie...W KFC, McDonalds będzie ruch jak zawsze, życie się bowiem toczy wcale nie od jednego czasu skupienia do drugiego, tylko od jednych  komercyjnych zakupów do drugich...
Moim wkładem w te przygotowania przedświąteczne jest to, że wydaję najwyżej 100 PLN więcej niż w każdy weekend, ot tyle, co na imprezę urodzinową.
I mam wolne i to jest dla mnie najważniejsze!
Właściwie, to jeśli nie spędzam tych świąt tak po katolicku, to powinnam iść do pracy...Mogę, nie ma sprawy:)

Jakoś dotrwamy do soboty, po święceniu  można już jeść co się chce i ta świadomość czyni ten dzień, w którym bądź co bądź upamiętniamy śmierć Jezusa, weselszym...

Naszym zadaniem jest dawać świadectwo prawdzie, ale też nie tworzyć psychozy. Bo cierpią Bogu ducha winne osoby - przeciętny ksiądz - powiedział w "Kropce nad i" abp Józef Życiński, odnosząc się do przypadków pedofilii w Kościele. I zaapelował, by sprawiedliwie przedstawiać problem, i nie przypisywać wykorzystywania seksualnego dzieci jedynie duchownym.  Tak, wierni, więcej zaufania do kapłanów, więcej wiary...Każdy błądzi...Ja, z moją kiełbasą mniej.

24 komentarze:

lechovski pisze...

...ten na "górze" chyba i tak się tym wszystkim mało przejmuje. Myślę, że bardziej obchodzi go co w sercu, a nie w żołądku :-)))

...wesołych jajek, kolorowych jak tęcza :-)))

zgaga pisze...

Co któryś Wielki Piątek zapominam, że On wielki... Na jutro zaplanowałam jajco sadzone plus szpinak, więc mi będzie odpuszczone. Mam nadzieję...

Neskavka pisze...

A ja mam w życi bo jam niewierząca jest! I jem to na co mam ochotę.I nie cierpię fanatyków,co to mi chleb z pasztetem z ust wydzierali w Wielki Piątek!Ale i tak obiad będzie bezmięsny bo mam Crisa...

Mijka pisze...

a ja mam na dzisiaj rosołek i zamiaruję go zjesć!!!!

to jest tak jak z pracą w niedzielę,zawsze wieszam pranie w niedzielę,czasami sprzątam,bo w tygodniu bywa,że nie mam czasu, a w sobotę dochodzę do siebie.i kij w oko tym wszystkim, co świętują weekendy.ich sprawa.ja im nie bronię.
kiedyś sąsiadka coś do mnie,że w niedziele się nie pracuje.
ja na to:gdybym tak podchodziła do sprawy to bym studiów nie skończyła!(w tygodniu miałam 50 godzin zajęć,a projekty się robiło w weekendy:))))

veronica.szd pisze...

i teraz wrzucę swoje trzy grosze, ja czyli Vero :-)
beatko oprócz tradycji jest także nauczanie kościoła, i inne przepisy liturgiczne stanowiące o tym, że nawet w wielki można i kawałek mięcha.

myślę sobie, że temu na górze na dobrą sprawę i kawałek kiełbasy nie zaszkodzi.
nie obrazi się na nas, bo przecież ma ważniejsze sprawy na głowie niż roztrząsanie kwestii mięsa.

szczerze mówiąc bardziej mnie raziło, jak kiedyś skrzyknęli się restauratorzy w krakowie i uchwalili, że nie będą w wielki piątek nic mięsnego podawać...
chociaż jak widziałam szał zakupów niektórych, którzy na świąteczny weekend kupowali 2 wózki i 5 koszyków jedzenia, to sobie myślę, że coś nie teges ;-)

oby nam przede wszystkim radośnie było! no!
wesołych!

anabell pisze...

No tak, ja problemów "dietetycznych" nie mam, jako że jestem poza KRK.Ale w moim odczuciu wszelka przesada, niezależnie od wyznania, jest szkodliwa.Szkoda tylko,że najczęściej ci, którzy tak rygorystycznie przestrzegają postu, znacznie mniej rygorystycznie podchodzą do przykazań dekalogu, traktując je b. wybiórczo, lub wcale.
Miłego, ;)

AthenaErgane pisze...

Też się czasem zastanawiałam co by było gdyby po 15 latach bezmięsnego "postu" nagle mnie w wielki piątek ochota naszła na kawał mięcha :D
Ja co prawda niepraktykująca i praktycznie niewierząca, ale jednak zawsze wychowanie i strzępki tradycji w głowie siedzą :))

Wesoły Terroysta pisze...

Jak nie możesz umyć okien w Wielki Czwartek, to umyj w Wielki Piątek. Albo umyj po świętach. To wcale nie chodzi o to kto kiedy okna myje czy zakupy robi. Chodzi właśnie o tę refleksję, zastanowienie się nad sobą. Ale coś takiego możesz robić zawsze, nie tylko od święta.
Gorzej, jeśli się nad swoim życiem nie zastanawiasz, tylko sobie tak wegetujesz z dnia na dzień. To musi być smutne...

Miło mi, że jestem "natychaczem":)

effka pisze...

Ale, żeby cały Wielki Tydzień nie móc zjeść kiełbasy?? To ktoś bardziej papieski od papieża chyba. Nigdy się ludzkim gadaniem nie przejmowałam, w końcu to moje świętwanie i moje sumienie. Jak ktoś chce - niech nie je, jak ktoś chce - przecież nie zabronię.
A Święta, te z choinką, też jakoś bardziej do mnie przemawiają...

Mała Mi pisze...

Zwróciłam uwagę na Twoje "muszę". Wyznam Wam, że ja NIE MUSZĘ! Nie święcę nic, bo nie mam potrzeby, nie poszczę, bo komu to co da? Może charakter kształtuje... ale cóż.. mogę to robić cały rok. Więc jem co chcę.
Staram się być dobrym człowiekiem, ale drażnią mnie te wymuszone "tradycje", w które mało kto wierzy i mało kto je rozumie...

I dlatego te dni, są dla mnie miłe. Mam po prostu wolne :) odpocznę, zjem co nieco, dłuższy weekend... to mnie cieszy!

Mała Mi pisze...

Zapomniałam dodać sarkastyczne ALLELUJA! ;P

NIE GNIEWAJCIE SIĘ NA MNIE :)

Stardust pisze...

MalaMi--> A kto by sie na Ciebie gniewal? Ja nie:)) Moje swieta to po prostu niedziela z ta tylko roznica, ze na obiad przyjedzie Potomek. Nie rozumiem tej presji, tego zwariowania, mycia okien. Ja nie mylam okien, oprocz drzwi wejsciowych na taras przez cale 6 lat i sa czyste. Ja nie wiem, ale tutaj naprawde ludzie nie zabijaja sie z powodu okien. W czasie tej nagonki okiennej az polecialam moje wlasne ogladac i sa owszem nie krysztalowe, ale naprawde czyste:)) Myte deszczem i wystarczy:) Tylko te drzwi od tarasu musza byc myte, bo czesto robimy grilla wiec dym osiada na oknie.

Stardust pisze...

Oj, mnie sie tez zapomnialo;)
To Wesolych Swiat!!! Moje beda wesole;)

Anonimowy pisze...

Beato, a więc życzę, żebyś się ze wszystkim uporała i milo spędzonych Świąt.
Maria Dora

Nivejka pisze...

Cała ta szamańska otoczka jest po prostu śmieszna...
Pozdrawiam i wesołego wszystkiego życzę :)

Isle of Mine pisze...

Wesołych i pogodnych dni dla Ciebie i wszystkich Twoich!
Co do jedzenia i porządków, to ja poganka, więc robię, co chcę :-)
Pozdrawiam cieplutko i wiosennie!

martaanna pisze...

napiszę tylko tyle lubię Ciebie czytać:)

Beata pisze...

Martaanna:) zarumieniłam się:)

Beata pisze...

Isle - ja się boje, że tu same antychrysty...

srebrzysta pisze...

Cieszę się, żem na diecie i ogólnie mniej spożywam wszystkiego :-)
O poście wielkopiątkowym staram się tradycyjnie pamiętać i nawet Osobisty, któren deklaruje się w okolicach agnostycyzmu, na lodówkę zerkał wczoraj pożądliwie, acz z daleka :-))
A na Święta życzę Ci wesołego odpoczynku!

myszka pisze...

Ja nie jem mięsa wcale.
Świętuje, bo lubię, choć jestem niewierząca.
A Życiński zapomina o dokumencie wydanym przez Watykan w latach 60-tych, w którym kościół pouczał jak należy psychicznie dręczyć ofiary molestowania, żeby sprawa nie wyszła na jaw. To nie kwestia kilku pedofilów w kościele odbija się teraz echem. To kwestia obłudnej reszty "normalnych" odbija się czkawką :)

Beata pisze...

Myszko, samą prawdę napisałaś,,,

Cichy pisze...

A ja myślę, że to jest nieco inaczej. Że post od mięsa w piątki (oraz w Popielec) jest po to, że jeśli ktoś nie ma w sobie dość siły, aby odrzucić wszystko, co złe, to chociaż w ten sposób może pokazać, że podąża za nauką Kościoła. Oczywiście, jeśli ktoś robi wszystko tak, jak trzeba, to pewnie mógłby sobie skubnąć kiełbaski w piątek - ale jeśli ktoś ma wystarczającą siłę do życia w zgodzie z resztą nakazów, to i post mu niestraszny. Natomiast jeśli ktoś nie potrafi się powstrzymać od zjedzenia mięsa raz w tygodniu, to powinien popracować nad swoją silną wolą - bez względu na kontekst religijny.
Mówienie, że Bóg nie ma mi tej kiełbaski za złe pewnie nie mija się z prawdą, ale mija się z Bogiem, którego przedstawia Kościół. To jest jakiś prywatny Bóg...

O poszczeniu przez cały Wielki Tydzień pierwsze słyszę. To chyba jakaś nadinterpretacja...

Beata pisze...

taaa, Cichy, Jezus bardzo często mówił ludziom - nie jedzcie mięsa?
wiesz, tak jak i ja, jakie są źródła tych nakazów i zakazów, każda wiara ma swoje, a tworzą je ludzie, ludzie również te zakazy z czasem zmieniają. Ja nie czuję się lepszą katoliczką gdy nie jem mięsa w piątek...wypełniłam polecenie, ale: na przykład - skłamałam, skrzywdziłam, zabiłam...moim zdaniem niejedzenie mięsa w piątek jest proste, bardzo proste i łatwe.
Kościół to ludzie - nie Bóg. Kościół to instytucja, która pomaga nam uwierzyć, że Bóg jest i bierze za to pieniądze. Uczciwe pieniądze moim zdaniem.