27 sie 2014

sąd rodzinny

Sąd rodzinny w W, ostatnio mnie zaskoczył
na rozprawie dotyczącej wyrobienia paszportów dzieciom załatwił wszystko w 15 minut to co poprzedni sąd (ten sam od sprawy puckiej) załatwiał bez rezultatu dwa lata
co prawda
sąd jest "zawalony" robotą i otrzymanie postanowienia ciągnie się już drugi miesiąc

Ka bryka jak to nastolatka
Ku dał nam dwa tygodnie oddechu (nie trzeba go było zabierać w trybie nagłym z obozu)

A się właściwie od nas wyprowadziła, niby jeszcze jest, raz na tydzień, dwa wpadnie coś wyprać. Jej Wybór dość zbuntowany nie chce się z nami zaprzyjaźniać a ona nie umie w tym pomóc i nie słucha podpowiedzi. Jakoś się ułoży. To jej ma być dobrze.

Nie mam syndromu pustego gniazda jak eM :) Nie chcę już nowych dzieci, chcę mieć pewność, że Wu i Ka będą bezpieczni kiedy ja odejdę... Ka wypyszczy swoje potrzeby, ale Wu? Prędzej go zwiążą i nafaszerują lekami zanim poszukają przyczyny, przecież ja sama szukałam tyle lat...
Tak.
Znowu.
Mam poczucie, że czas mi ucieka i nigdy nie będę do końca pewna, że znajdę dla niego dobre miejsce.
I wróciło to
to, żeby on przede mną odszedł.


6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No co Ty z tym odchodzeniem. Byly tu foty ostatnio, mloda dziopa jestes. Mam jakies takie wrazenie, ze nic mi tak dobrze nie przedluzy zycia, jak swiadomosc, ze jestem potrzebna. No i jak smakuje to zycie, kiedy cos mozemy zrobic dla bliskich i kochanych osob. Mniam.
zzo

zgaga pisze...

No właśnie! To pewnie początek jesieni nastawia tak ,,schyłkowo''. Ale Góra ma jeszcze dla nas trochę zadań, a może nawet i radości?

Margarithes pisze...

ech, też miewam takie skrajne myśli, usmiechy posyłam

Beata pisze...

hm...mniam

Beata pisze...

byleby długo

Beata pisze...

:)