3 wrz 2012

7 kg 300 gram

Waży plecak do szkoły Kuby. Czwartoklasisty.
Kuba waży 24 kilo...

17 komentarzy:

Matylda pisze...

hm,nie wydaje mi się żeby MÓJ lata temu był lżejszy...

Beata pisze...

ale miało być lżej...

ade pisze...

podobno za 3 lata mają udostępnić ebooki;)

Pani-Ka pisze...

Bez przesady. Nosiliśmy tyle samo jak nie więcej i nic nam się nie stało.

Nivejka pisze...

Mojego pierwszoklasisty waży podobnie:(

Joanna pisze...

Ach, te obietnice... miało być lżej, miało byc taniej...

zgaga pisze...

Wyrosną nam albo siłacze, albo garbaci...

Pistacjowy Kosmita pisze...

Stało się. Ja np. jestem garbaty :P

Pistacjowy Kosmita pisze...

Bea, polecam:
http://edukacjaprzyszlosci.blogspot.com/

Mijka pisze...

hmmm..chyba z wuefem i basenem"?

nasze dzieciaki szkolne mają odchudzone plecaki, aż zważę z ciekawości.
poza tym z doświadczenia wiem,że mają - a szczególnie dziewczynki :)) w tych plecakach mnóstwo niepotrzebnych rzeczy..np po trzy piórniki z tysiącem kredek!
w naszej placówce raczej promujemy cieńsze wydawnictwa, i w kawałkach, nie trzeba nosić wszystkiego na raz,chociaż widziałam już dzieci noszące nie wiadomo po co cały zestaw podręczników.mogą te plecaki być lżejsze, jak się chce.ale to zależy i od szkoły i od dziecka.

a obietnice?
Beata,obudź się, ten kraj żyje głównie obietnicami i to od lat...

druga-mama pisze...

Moi piatoklasisci dzis maja 7 lekcji - z pieciu przedmiotow wzieli po podreczniku,zeszycie cwieczen i zeszycie 60-cio kartkowym + stroj gimnastyczny - ledwo podnioslam plecak,w ktorym ledwo sie to wszystko zmiescilo:( Najlepsze,ze oni prawie tego nie uzywaja - zeszyt pod koniec roku ledwo w polowie zapisany,cwiczenia tez prawie nietkniete a podrecznik - po cholere im podrecznik w szkole??? Ale nosic musza i juz.

oslun pisze...

piiiip...piiiiip....piiiip....
to cały komentarz!

Daria pisze...

Zgadzam się z Matyldą i Pani-ką. Ja też w dzieciństwie nosiłam w plecaku mnóstwo książek, nawet słowniki i leksykony z własnej woli i nadobowiązkowo, a byłam delikatna i wątła. I jakoś nic mi się nie stało z powodu tego "dźwigania". Nic mnie z tego powodu nie bolało, ciężko mi nie było, nic mi się nie stało. Przecież lata temu podręczniki i ćwiczenia wcale cieńsze nie były, przedmiotów też mniej nie było. Tak samo się nosiło też strój na w-f, farby na plastykę, kredki i inne tego typu rzeczy. I jakoś nikt nigdy na to nie narzekał. A teraz nagle to wszystko się takie słabiutkie i przewrażliwione porobiło.

Przecież jeżeli 10-latek waży 24 kg, a jego plecak 7 kg, to on i tak waży ponad 3 razy więcej niż plecak. Poza tym nosi go na plecach, więc ma równomiernie rozłożone te 7 kg. O co więc takie halo? Kiedyś jakoś nikt nie ważył plecaków i nikt nie narzekał, a teraz dzieci jak mimozy traktują.

"Po cholere im podrecznik w szkole???"- nie wiem, jak to skomentować. Czasem jednak wypadałoby wziąć do ręki normalny papierowy podręcznik, a nie tylko monitorem komputera dzieci uczyć. To tylko maszyna, nie ma duszy, nie nauczy dziecka tego, czego może nauczyć normalna książka z szelestem kartek.

Margarithes pisze...

a tu się książki zostawia w szkole, w szafce... do szkoły idzie się z zeszytami, długopisem i jedzonkiem

Mijka pisze...

otóż to.

dzisiaj dzieci wątłe,zwalniane z w-f, i wieczne narzekactwo.

a co do podręcznika...książka jest potrzebna i w szkole i w domu.
to,że jest przez dzieci często nie używana, widać na każdej lekcji.
szkoda...bo książka to książka.
zeszyty też można nosić cieńsze, przecież po zapisaniu jednego można kupić drugi.

da się odchudzić plecak szkolny, farbki też nie muszą być w kartoniku,a w woreczku.wystarczą dwa pędzelki..po diabła całe komplety, na dodatek zawierające niepotrzebne miękkie byle jakie drapaki???

weźcie myślcie trochę a nie zwalajcie wszystkiego na szkołę.

i jeszcze jedno..mam dziecko szkolne,Starsze już studiuje.
i nie gadajcie,że zeszyty są nie używane i nie zapisane, bo to nieprawda.

książki na lekcji też są używane, pomimo istnienia tablic interaktywnych.

Pistacjowy Kosmita pisze...

Najwyraźniej "myśli się" tam gdzie jesteś. I tak trzymać...

Antares pisze...

Wiele bym dała, by "za moich czasów" były w szkole szafki i by można było tam zostawiać książki. Ale niestety nie było i nosiliśmy tak samo wypchane plecaki. Pieszo. Kilka kilometrów.

Teraz jest o tyle lepiej, że istnieją plecaki na kółkach, których kiedyś nie było. No i większość dzieci rodzice wożą limuzynami do i ze szkoły.
E-booki moim zdaniem się nie sprawdzą - źle się to czyta z ekranu. Ale to tylko moje skromne zdanie...