29 sty 2011

wspomnieniowo

Ostatki feryjne szkólne zrobiły:)
winko, żarełko, gadu-gadu
no i zaczęliśmy wspominać zabawy w dzieciństwie (a zaczęliśmy, zgodnie z wejściem w odpowiedzi wiek od tego kto ostatnio umarł, kto chory, a kto będzie dziadkiem...:)
no i zaczęło się! bo zabawy owszem, pamiętało się podchody, szukanego, w klasy, w sklep, w domki na drzewie, sekrety pod szkiełkiem, kapsle,  skakanka, wyścigi, w noża, w karty(kalapita), gra  w pieniążki - której nazwy nie mogliśmy sobie przypomnieć - stawało się jakoś tak równo, na baczność i rzucało monety na monety odmierzało jakieś odległości kciukiem i palcem wskazującym, ktoś pamięta?
A taka gra z zakreślaniem kół na piasku  i patyk odgrywał w tym role, bo sie nim rzucało... pisało coś, biegło...
A swoją drogą to ja wtedy non stop chodziłam z finką przy pasie, każdy miał scyzoryk i nie pamiętam, żeby ktoś komuś krzywdę zrobił...ech, czasy...

34 komentarze:

zielone-buty pisze...

miłe te Twoje (Wasze) wspomnienia :)

anabell pisze...

W cymbergaja się grywało monetami, ale to na ławce i monetę się przesuwało...grzebieniem kieszonkowym. I w "zośkę" się grywało, ale to głównie chłopcy.Dziewczyny- w przebieranie się w ciuchy mamy lub cioci, z zabaw intelektualnych grało się w inteligencję, kółko- krzyżyk, w "ciupy", czyli rozrzucanie 5 kamyków i odpowiednie ich zbieranie,w noża i kapsle to chłopcy grali.Finką do celu też się rzucało, prawie każdy miał finkę a bez scyzoryka to chyba tylko dziewczynki chodziły.
I nikomu to nie szkodziło.
Miłego, ;)

damurek pisze...

Pamiętam te zabawy:) ... a noszenie scyzoryka w torebce do dziś mi zostało ... ech, wspomnienia:)

tuv pisze...

cymbergaja pamiętam;)

Beata pisze...

to jednak cymbergaj...ja tej nazwy nie pamiętam

Latarnik pisze...

U mnie w szkole grało się w kapsle albo w "Żyda" (nie wiem skąd akurat taka nazwa?)A scyzoryk tez nosiłem w kieszeni :)

Anonimowy pisze...

W tej grze na monety, podczas której grajacy musiał stac w pozycji wyprostowanej,nie odmierzało sie chyba nic dłonią. Chodziło wyłacznie o to , aby moneta przykryła dowolną inna monetę sposród juz lezących na ziemi. Odległośc odmierzalo się w grze na monety polegającej na odbijaniu monety o ścianę w taki sposób , aby spadła jak najbliżej leżących juz monet. Trzecią grą na monety było podbijanie monet na parapecie . Widac ,że niewiele grałaś :)
Czwartą grą na monety było rzucanie nożem mysliwskim do celu wyznaczonego na drewnianych drzwiach.

Ąrie de Comp

Nivejka pisze...

To co się biegało i patykiem zakreślało to była chyba "wojna" I się mówiło"Wywołuje, wywołuję, małe piwko, na przeciwko..." I polegało to na tym, żeby zabrać terytorium innemu państwu;)

Beata pisze...

Nivejko! Tak!

Beata pisze...

Anonimowy, rzadko grałam, raczej kibicowałam:) przy większej gotówce słyszałam "mała, spadaj!"

zgaga pisze...

Grę w noża w okolicach Kutna ponoć nazywano grą ,,w pikuty na koła''. Tak twierdzi kolega z Kongresówki.

Antares pisze...

Nivejka słusznie prawi - myśmy mówili na to że gramy w "wywołuję wojnę" albo czasem w "państwa".
Do listy dorzuciłabym granie w gumę, klasy, grzyba, ślimaka (? chyba tak się to nazywało), w "mamo ile kroków do ciebie?", ciuciubabkę, krowę - to tak z głowy na szybko te których nazwy pamiętam :)
Kapsle wspominam boleśnie bo mnie starszyzna nie nauczyła jak w nie pstrykać by nie bolały palce a ja mała byłam i niewtajemniczona zbytnio. I rzeczywiście - nikt sobie scyzorykiem krzywdy nie zrobił przy zabawie :D

Beata pisze...

GUMA! no, jak zapomnieć:( na wytłumaczenie dodam, że nigdy nie wygrałam, bo byłam najmniejsza i przy szyjkach odpadałam:)za to byłam dobra kiedy guma była tylko na jedną stopę :)

srebrzysta pisze...

Z moich zmurszałych wspomnień wynika, że "wojna" to była z piłką a z patykami to była klipa :-)

Beata pisze...

a pamiętam tylko wojnę karcianą, a to z patykiem to mi sie kojarzy z państwami, nie mylić państwa i miasta na papierze:)

a pamiętacie zeszyty z... zszytymi kartkami kordonkiem?

Margo pisze...

Lubię jak wspominasz :) wracają obrazy :)

aga_xy pisze...

Nie pamiętam dokładnie na czym polegała ta gra w państwa, u nas było tak: Wywołuję naprzeciwko czarne piwko...

Beata pisze...

Margo:) obrazy, fragmenty...mało

Beata pisze...

Aga - i skąd to piwko? :)

taktyczny pisze...

Dobrze Arie tu wspomina gry na monety. Grało się "w ściankę" (kto bliżej do ściany), lub "w dołek" (kto trafi). "W dołek" się mierzyło odległość, jeśli nikt nie trafił i wtedy kolejno dopstrykiwało monety do dołka. "W parapetówkę" trzeba było podbijać monety, tak żeby upadły na inne. Była tego odmiana dmuchana, nie pamiętam już nazwy, ale musiała jakąś mieć. Monety walczyły ze sobą, trzeba było naprychnąc swoją na monetę przeciwnika. Cymbergaj to zupełnie co innego. To sport niemal, rodzaj hokeja na grzebienie i monety. Ale wspominenia :)

An-na pisze...

W hacele jeszcze się grało! Takie gwoździe do podkuwania koni, chyba ;)

Kwoka pisze...

O cymbergaju to, według mej kiepskiej orientacji, słusznie prawi taktyczny powyżej. Wręcz kultowa gra chłopców, ale może i niektóre dziewczynki grały ? Ze starszych klas pamiętam emocje z kartami " flirt towarzyski":))

Beata pisze...

Taktyczny, a finkę miałeś?:)

Beata pisze...

An-na - jeju, ja tego nie znam, hacele? fajnie

Beata pisze...

Kwoka - flirt, to ja przerabiam dzisiaj z dzieciakami na wychowaniu do życia w rodzinie, ale jako ciekawostkę:) nie łapią tego:) oni taki flirt maja w internecie na czacie:)

pomylone gary pisze...

ja jeszcze skakałam w gumę :)

blogniedzielny pisze...

a my gralismy w pomidora polegalo na tym ze do kogos cos sie mowilo a on odpowiadal pomidor a jak sie zaczal smiac to przegrywal,byly jeszcze panstwa-miasta, gaski,gaski do domu,zegary,reszty nie pamietam ale bylo wtedy fajnie :) :)

miss pisze...

i statki i taka gra piłką - 'jedno dotknięcie' bodajże...

Szeherezada Stiepanowna pisze...

Pikuty to gra w noża :-) Oj grało się, grało. I w żyda też. Guma i sznur (albo i dwa). W kapsle, osła...

Beata pisze...

Miss - zbijak? dwa ognie jeszcze istnieje tylko pod inną nazwa chyba:)

Beata pisze...

Szeh, jeju, skakałas przez dwa sznury? super!

Beata pisze...

blogniedzielny - pomidor:)

Beatta pisze...

Przerabiałam wyżej wymienione, a do tego jeszcze "Zośkę", warcaby w "Wilka i owce", w guziki, w zbijanego, "Mamo, mamo daj wojaka" i "Gąski, gąski do domu". Słodkie dzieciństwo, słodkie wspomnienia :)

Anonimowy pisze...

Jako mały chłopiec mieszkałem na Kresach w Brześciu n?/B, tam zupełnie nie znano takich zabaw jak "ziśka" ani odbijania monet od sciacy. Te gry zobaczyłem dopiero w Krakowie gdzie w połowie lat trzydziestych chodziłem do szkoły na Zwierzyńcu.