4 sty 2011

Chciałam tylko napisać, że bardzo wzruszyła mnie ofiarność strażaków ratujących sarenkę

tu link
cały dzień śledziłam jak dryfuje na krze i szczerze mówiąc nie wierzyłam, że ją ocalą, sarna to nie pies, uciekała im z tej łódki...

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ze wszystkich sluzb strazacy maja najwiecej mojej sympatii. Najciezej pracuja, najbardziej niewdzieczne zadania wykonuja, mozna na nich liczyc (tak mysle).
Chociaz niektorzy przesadzaja z tym poswieceniem: sa tacy ( o ile mi wiadomo takie przypadki zdarzaly sie tylko w OSP, ale to tez strazacy), ktorzy najpierw wzniecaja pozar, by pozniej z narazeniem zycia go gasic;)

A o jaka sarenke chodzi, bo nie wiem?

Nivejka pisze...

Spektakularna akcja.

iw pisze...

Mnie też wzruszają takie akcje. Do tej pory pamiętam psa, który chyba w zeszłym roku dryfował przez kilka dni na krze, aż wreszcie wyciągnęli go strażacy. Ale z sarenką to jeszcze trudniej, bo to przecież płochliwe dzikie zwierzątko!
pozdrowienia!

Anonimowy pisze...

Poprawka: psa uratowali juz na zatoce czlonkowie zalogi statku badawczego Baltica.
Strazacy podjeli probe ratowania tego psa kiedy dryfowal na Wisle na wysokosci Grudziadza. Nieudana byla ta proba.
A historia tego psiaka niesamowita.

Margo pisze...

Syn mojej znajomej strażaków nazywa "iniemamocni"

myszka pisze...

ciężar dobrego uczynku ...

srebrzysta pisze...

Też się cieszę, że sarenki ocalały; a panowie strażacy - bardzo sympatyczne i skromne chłopaki.