z powodu zbliżającej się dość mocno granicznej daty w moim życiu
czuję pewien dyskomfort
mimo, pewnego rodzaju rozsądku, nie potrafię sobie z tym poradzić
starość, sama w sobie, w ogóle mi nie przeszkadza, raczej nieuchronność...ile jeszcze? jak długo?
zostawię Wu...
nigdy nie będę pewna, że zapewnię mu spokojne i dobre życie, kiedy już mnie nie będzie, nigdy...
a poczucie winy zabija boleśnie
niestety mogę liczyć tylko na siebie a ja zaraz pójdę w dół, fakt, że to może być długa droga, ale może być też krótka...
zaplanowałam do 86, najpierw Wu, a potem ja, niestety moja wiara w skuteczność planowania chwieje się
gówniarę Daisy ktoś wyzwał od menopauzy, matko...to ja już w takim razie muszę wchodzić w demencję...
idę łyknąć B6
Starość - nie radość....
-
....... a młodość nie wesele.
Przez wiele lat słyszałam to powiedzenie niemal codziennie od mojej
babci, mamy mego ojca. Bo żeby było zabawniej...
3 dni temu


