16 wrz 2009

Dzieci...

dzieci to nasz największy skarb
jak najbardziej
jednak
skarb bywa kłopotliwy...
od pewnego czasu męczy mnie pytanie, dlaczego coraz więcej, w polskiej szkole, jest tak zwanych trudnych dzieci?
I nie chodzi mi o młodzież gimnazjalną, broń Boże, myślę o dzieciach w wieku lat 5-10.
Oczywiście nie wszystkie, ale w 70%, dzieci te charakteryzują się
* brakiem reakcji na polecenia
* nie dotrzymują zawieranych umów
* brakiem umiejętności cichego mówienia (głównie krzyczą)
* ruchem jo-jo (jakby były cały czas na sprężynie)
* przekornością, którą nazywam bezczelnością, ale tylko dla zobrazowania przekory.


Szukam przyczyn takiego zachowania.
Nie są to dzieci uczniów z lat 60-tych, kiedy to trzeba było na przerwach maszerować parami w kółeczku, na apelach dla całej szkoły ancymony stały na środku i były publicznie piętnowane... Wymyśliłam sobie, że uczniowie lat 60tych, lat pełnej i srogiej dyscypliny szkolnej (niejeden rodzic przyłożył dziecku jeszcze w szkole za to, że musiał iść na dywanik do dyrektora), lat kluczy zawieszonych na szyi i rodziców ciągle w pracy, i ci uczniowie, kiedy dorośli, postanowili wychować swoje dzieci inaczej, po pseudopartnersku za to z wolnością...?
Ale niestety, te moje opisywane dzieci, to jest pokolenie rodziców lat 80 tych...
Czas przełomu, wolności, chaosu...
Oczywiście, nie chodzi mi o to, by dzieci siedziały jak trusie i odzywały się tylko wtedy, gdy są pytane, ale kiedyś pracowałam z grupami 28-35 osobowymi i grupa była do ogarnięcia. Teraz mam 16 dzieci, jest drugi nauczyciel i wiele wysiłku kosztuje utrzymanie grupy w jako takich ryzach.
Dzieci w ogóle nie słuchają i nie przyjmują do wiadomości poleceń. Nawet takich prostych, jak otwórzcie książki...
Rozmawiam z mamą, że potrzebujemy jej wsparcia, bo syn każdą prośbę nauczyciela wypełnia na opak, a jest to zdolne dziecko, rozumie, co się do niego mówi. Mama odpowiada - no trudno, u nas to rodzinne.

Muszę wziąć jednego z siedmiolatków na rozmowę, ponieważ jego zabawa na korytarzu, w czasie przerwy, polega głównie na szarpaniu kolegów i podcinaniu im nóg, lub psuciu zabawy innym, a on informuje mnie - Jakoś musi sobie pani z tym poradzić. To nie mój problem. !?

Szkoła nie uczy gorzej niż kiedyś, oczywiście są wyjątki, szkoły są różne i maja swoje ciemne strony (w latach 60tych też takie były), ale na poziomie edukacji zintegrowanej (początkowej)jest bardzo dobrze, nie mniej od pewnego czasu termin zaburzenia zachowania jest terminem najczęściej słyszanym w szkole. Są uczniowie, którzy mają swoich asystentów, nauczycieli wspomagających, tylko dla nich.
Ja sama staram się o nauczanie indywidualne dla inteligentnego siedmiolatka...
wszystkiego nie można wytłumaczyć FASem...

Szukam i szukam, niemal jakiejś piątej kolumny w tym wszystkim...

Miałam dzisiaj "biesiadną wywiadówkę" dla Rodziców, przyjmujemy ich we wrześniu kawą i ciastem...przyszło 30% uprawnionych...wzięliśmy ciasto do domu, część zje internat...

29 komentarzy:

Mijka pisze...

witam w klubie.
nie mogę dać odpowiedzi,dlaczego tak jest.to znaczy wg mnie rodzice nie mają czasu.nędzna to wymówka....
kiedyś napisałam co o tym myślę,reakcja była jaka była,głównie polegająca na niezrozumieniu.i skoro dorośli nie chcą,nie rozumieją,nie wiem jeszcze co,to czego my chcemy od dzieci?
tendencja jest taka:urodzić,oddać szkole niech szkoła sobie radzi..aha,Ty masz sobie poradzić z dzieckiem,u którego niesłuchanie jest rodzinne.swoją drogą tego numeru jeszcze nie słyszałam:)

jak widzę wpis zaburzenia wychowania to mnie ręka świerzbi.nie na dziecko,na rodzica.

u Ciebie nie otwierają książek,u mnie dziesięcioletnia panna nie potrafi zawiązać fartuszka i posprzątać po sobie...wylać wodę z kubka? umyć paletę?
mama za nią robi..

Beata pisze...

Mijka, nasi rodzice też nie mieli dla nas czasu...moja mama pracowała na zmiany, nocki, całymi dniami...siedzieliśmy w szkole tez i w soboty...to nie to, to MUSI być coś innego

Mijka pisze...

no też napisałam,że to w sumie nędzna wymówka.tak mówią "moi"rodzice,najczęściej.musi co innego.brak konsekwencji? pewnie to.i wzorce.a raczej ich brak.albo złe..

zostały mi treści..i cały czas mam wrażenie,że w każdej części tabeli piszę to samo ino inaczej ubrane..

Pistacjowy Kosmita pisze...

Jest coraz więcej dzieci niechcianych, komplikujących tylko życie, będących zawadą i niepotrzebnym kłopotem. Dzieci to czują. Zycie zawodowe i trudności z utrzymaniem poziomu finansowego wywierają presję i zmęczenie, które odbierają energię potrzebną na miłość, czułość, czas, bliskość, cierpliwość, wspólne chwile radości. W wyścigu szczurów nie ma miejsca na tradycyjne, ludzkie priorytety. Jesteśmy coraz bogatsi, coraz więcej posiadamy, ale jednocześnie staczamy się w coraz większe ubóstwo. Dziecięca wrażliwość rejestruje wszystko co do przecinka. Ich zachowanie, to reakcja. Ich reakcja powinna być ostrzeżeniem dla nas wszystkich. Nie idźmy tą drogą...

Pistacjowy Kosmita pisze...

Bea, spróbuj wygrać laptopa ;)

Beata pisze...

Pistacjowy, to ma sens...jednak nie widzę szansy zejścia z tej drogi

Beata pisze...

Pistacjowy:) zajrzę tam jutro, lecz...czego sobie nie kupię sam, to mieć nie będę:) wiem, wiem, tu nie o laptopa chodzi

Mijka pisze...

Kosmita o to to też..i cienko to widzę...

anabell pisze...

Beatko, bo niestety nie każdy powinien mieć dzieci. Jeśli ktoś nie ma ochoty ich wychowywać, poświęcać im czas i uwagę, to po jaką cholerę ma dzieci?Bo wypada? Bo się łudzi,że będzie mu miał kto na starość podać szklankę herbaty? Tak wychowane dziecko z pewnością nie poda, bo olewania wszystkiego nauczyło się od własnych rodziców.I nikt mi nie wmówi,że wszyscy są zaganiani za praca forsą itp. To nie jest prawda, im te dzieci wisą i powiewają.

AthenaErgane pisze...

Hmm... a mnie się wydaje, że może za wiele wymówek dziś mają? Ja za moich czasów za "ADHD" albo zaburzenia osobowości stałabym w kącie i dostałabym manto. Za dysgrafię się przepisywało zeszyty do skutku, za dysleksję się dostawało pały. Nie było korepetycji, jak ktoś nie nadążał to powtarzał klasę a jak nadal nie nadążał to szedł do zawodówki albo w skrajnych przypadkach do szkoły specjalnej. Teraz największy - przepraszam za słowo - "jełop" zostaje tak podciągnięty przez sztab ludzi, że trafia na studia, no bo przecież wszyscy muszą iść na studia :).

I jeszcze jedno - my za dziecka mieliśmy tyle zajęć w domu, że na głupstwa nie starczało czasu. No i dyscyplinę - a teraz rodzic się boi wejść do pokoju swojej pociechy.

Nie zapomnę jak byłam w liceum i strach było przejść na skróty przez piętro klas 1-3 bo albo ktoś kopnął, albo podstawił nogę, albo opluł, albo wyzwał od najgorszych, uderzył, w najlepszym wypadku wpadło na człowieka kilkoro dzieciaczków ganiających za sobą. A to już i tak daaaawno było. Teraz wolę nie myśleć co się dzieje.

Szeherezada Stiepanowna pisze...

Bogowie uratowali mnie od szkoły i na tym zakończę komentarz :-)

nielot pisze...

Jeśli w domu dziecku z jednej strony wszystko wolno, bo nikomu nie chce się być konsekwentnym, a z drugiej strony nikt się nim tak naprawdę nie interesuje i matka sama daje 7-mio latkowi grę komputerową dozwoloną od lat 18-tu, żeby jej nie truł dupy, to czemu się dziwić.

antyfaszysta pisze...

A mówił Roman, że trzeba wprowadzać sprawdzone wzorce i utrwalać jedyni słuszne wartości?:>

A tak na serio, najczęściej to nie dzieci są złe, to ich rodziny są chore. Często wystarczy dać dzieciakowi coś więcej niż jedzenie i kolejną grę komputerową, by się mienił w kilka dni. Dać mu się wyszaleć na boisku, treningu, podwórku. To nie prawda, że wszystkie wolą komputer czy TV. Ale każde dziecko potrzebuje dobrego wzorca.
Powiem ciału coś, co go zaboli.
Ciału też często się nie chce zrobić więcej, niż trzeba. Bo mu więcej za to nie zapłacą, a nikt nie będzie pracował dla idei. Wszak mamy kapitalizm.
Dla ucięcia pytań. Ja też nie pracuję dla idei. Ale ja nie jestem ciało.
Aaaa. I przerabiałem już dyskusję na temat powołania ciała, roli ciała w wychowaniu i motywatorów finansowych też. W szacunek powodowany statusem majątkowym nie wierzę.

Beata pisze...

A ja mam nowa diagnozę...DIETA, bo ona jest inna, niż my mielismy w wieku tych dzieci. FASFUDY, CZIPSY, NAPOJE GAZOWANE plus tvp:)

srebrzysta pisze...

30% rodziców na pierwszej wywiadówce - i już wiadomo skąd u dzieci zaburzenia zachowania. To jest rodzinne, faktycznie... :-))

W ciągu dwóch dekad pracy też słyszałam, że błędy ortograficzne to po tatusiu albo że pracy tyyyle i nie ma czasu z dzieciakiem posiedzieć i przypilnować. Ale chociaż cień autorefleksji się spotykało u rodzica i od czasu do czasu otwartość na sugestie, jak może dziecku pomóc.
"Ciału też często się nie chce zrobić więcej, niż trzeba."/antyfaszysta/ - no, nie wiem, ale jak czytam wszędzie o tej całej makabrycznej biurokracji, to może bym się nawet i nie dziwiła za bardzo. To takie przypuszczenie jest, bo ja już w edukacji nie robię :-))

Mijka pisze...

Anty..mnie nie boli:))

Beata,ja o tym kiedyś pisałam u siebie,na podstawie badań w USA.o jednej szkole,w której zrobili eksperyment.
Anabell...buirwokracja nas zżera.na szczęście jeszcze mam chęci i czas,a kasa mnie gila..ciekawe,jak długo jeszcze...

Beata pisze...

Srebrzysta - mój ojciec pracował po kilka miesięcy na morzu, nie było go, mama w stoczni, na 3 zmiany, i tak wielu z mojego podwórka podobnie miało i jakos to nam nie przeszkadzało... a teraz tata MUSI codziennie, 20 minut czytać? bo inaczej adhd?

srebrzysta pisze...

Ależ ja także uczyłam się sama, nie żyłam w żadnej bajce: w mojej klasie były dzieci lekarzy, urzędników, fornali z pobliskiej stadniny i pracowników PGR-u, i kolejarzy, i wojskowych. Wszyscy sobie jakoś radziliśmy bez "dys"-, zaburzeń zachowania i innych takich. Nikt mi wiecznie w zeszytach nie siedział, szkoła była obowiązkiem oczywistym,poniekąd - nadrzędnym. Moim, a nie mamusi i tatusia.
Zachodzę w głowę, kiedy i dlaczego tak się porobiło?

Beata pisze...

w pewnym sensie winien tez jest program, nadmierna ilość książek ćwiczeń zeszytów, mysmy mieli dwie i było dobrze:) ale ja porównuję dzieci urodzone pod koniec lat 70 tych - 78-85 z tymi, które teraz mają lat 6-10, program edukacyjny 0-3 właściwie ten sam, więcej zbędnych książek i zupełnie inna praca, dzieci nudzą sie szybko, nie wiążą butów, nie potrafią wycinać a nawet porządnie wykleić...trzeba je bombardowac bodźcami jak w reklamie, bo inaczej gubi sie tok lekcji...i obrażaja się, co drugie w klasie sie obraża i nie chce powiedzieć dlaczego, jak mu pomóc?

Mijka pisze...

Beata..zapytałam o malowanie...nie malują,bo dywany...nie tną,bo śmiecą..ehh..

a ćwiczenia są złe,uczą tylko wklejania albo wpisywania gotowców z podręcznika.kiedyś musiałaś z tablicy przepisać(ćwiczyło się też obserwację),teraz wklejasz.jak automat.zeszyty powinny być od początku!i cieńsze,i tornister lżejszy...

a z tymi bodźcami i obrażaniem się..eh..wiesz zresztą...

Beata pisze...

Kurna, jak tu zrobic, żeby zostac ministrem? Oświaty? ale! ale! potem jeszzcze zrealizowac to co sie zaplanowało?

Mijka pisze...

hahaha!!BEATA!!!!ni ma takiej opcji!!!!

Beata pisze...

Mijka...może jednak? wszak głupich nie sieją

slawkas pisze...

Powiązane luźno, ale powiązane. O rodzinach zastępczych :)
http://www.rp.pl/artykul/17,364682.html
Ja także uważam, że: zeszyty prowadzone odręcznie, lementarz Falskich i woreczki z grochem na gimanstykę powinny wrócić.
Jeśli szukasz w tym co się dzieje efektów działania jakiejś V kolumny, to chyba idziemy tym samym tropem ;)

Beata pisze...

Slawkas...znam to:( rodzinami zastępczymi często zostają członkowie danych rodzin i wtedy zdarzają sie takie sytuacje (karalność, pozbawienie praw do własnych dzieci), sądy rzeczywiście nie potrafią współpracować z rodzicami zastępczymi, niektórzy sędziowie wręcz mają nas za nic...dużo wody upłynie zanim to sie zmieni.

Oj, ta V kolumna, jeśli idziemy tym samym tropem to to już nie jest czysta fantastyka:( to już będzie statystyka...

Anonimowy pisze...

Dzieci, ktore uczylam jeszcze pare lat temu, byly mniej wystraszone.Niz ja i moi rowiesnicy drzewiej. Pamietam scene ze szkolnego korytarza : pan kierownik policzkujacy publicznie ancymona. A ilez mocnych slow padalo, zlosliwosci, na ktore juz dzis by sie zaden nauczyciel nie powazyl... Rodzice i dzieci nie boja sie nauczycieli i to jest BARDZO DOBRZE, powaznie ! Ale nauczycielom przez to ciezej. A poniewaz sa tez biednowaci, wiec w domysle - glupowaci, w tych pieknych czasach, gdzie tyle gadzetow mozna kupic. Zas biednowatym/glupowatym to juz w ogole ciezko w naszym chytromudrym spoleczenstwie. A ze cialo nie robi wiecej niz trzeba ? Ha ! Widac nie jest tak do reszty durne, wlacza sie mu jakis program obronny. Ja raczej widzialam, ze kolezancie-nauczycielki za bardzo sie staraja. W zamian za dyplom z pieczatka z kartofla. Moglyby czasem dla wlasnego dobra schowac za szafe w pokoju nauczycielskim i nie podniecac misja, wizja i projektem. Ale dobrze sie gada starowinie Zzo,co dala noge na wczesniejsza emeryture.

Grzegorz pisze...

Zawsze chciałem mieć dzieci (to znaczy w przyszłości). Czytając wasze wypowiedzi zastanawiam się, czy pomimo dobrego wychowania (które hipotetycznie mógłbym dać swoim dzieciom) mogą one stać się podobnymi do wyżej opisanych...? Bo jeżeli obecnie to nie rodzice dokonują procesu socjalizmacji swoich dzieci (z braku czasu; z coraz szybszego tempa życia; z coraz wyższych kosztów utrzymania, które w naszym kraju rujnują rodzinę...) to decyzję tą będzie mi trudno podjąć (kiedyś)... nie chciałbym, żeby dzieci zostały wychowane przez media, szkolę...

Beata pisze...

Grzesiu, ale dzieci są też i bardzo mądre (nie mylić z tymi przemądrzałymi), ciekawe świata, jest ich mniej niż średnia statystyczna, trudno, ale są:) ja to lubię tych prawdziwych łobuziaków:)

Beata pisze...

Zzo, dzięki:)