19 maj 2012

autysta skubany

Pod Wu zawaliło się łózko... Niestety zawaliło się o pierwszej w nocy. Wu uzbrojony w śrubokręt, kombinerki  i wiertła zabrał się do naprawiania. W całym domu światła pozapalane, Wu naprawia. Ojciec wstał, zachęca Wu do innego łózka - nie ma mowy. Musi być to i koniec. Ale łózko nie do naprawy, drewniana rama w środku klejona(!), nie da rady. Podkłada ojciec  skrzynkę, żeby ciężar Wu do rana wytrzymało, bo bez nowej ramy ani rusz. Wu się denerwuje, śrubokrętem macha, skrzynkę wyciąga - ojciec naprawiaj!
Jakoś dał się przekonać i o 3 zasnął na zepsutym łóżku z podstawioną skrzynką, żeby się nie rozpadło...

Rano kupili takie samo łózko:)

I przypomniał mi się etap, gdy Wu nie tolerował różnych pidżam, więc tę jedną, jedyną praliśmy szybko i suszyliśmy, bo Wu potrafił w nocy szukać jej na tarasie (boso idąc po śniegu), w pralce (wywalając resztę prania na podłogę), suszył żelazkiem i nie zasnął póki jej nie ubrał...

5 komentarzy:

małgośka pisze...

Nie tylko autysta potrafi.
Lu miała ulubioną szmatkę-kołderkę zwaną przez siebie 'kolola'. Nie daj blog było dziecku tę kololę wyprać. Ryk, bo szmatka się suszy, ryk, gdy pachnie inaczej niż ta wymemłana. Rogi kołderki były tak męczone, że raz dwa wyłaziły z niej bebechy. Dwa razy robiliśmy kombinacje alpejskie by podmienić 'kololę' na nowe nabytki. Zanim się wrzaskun przyzwyczaił mieliśmy noc świętego Bartka :)

Beata pisze...

:) całe szczęście, że nie tylko Wu, tylko, cholera, on to robi już 26 lat, mógłby wyrosnąć w końcu, nie? :)))

Stardust pisze...

Wiem, ze Wu z pewnych rzeczy po prostu nie wyrosnie, ale wiekszosc dzieci ma rozne durne upodobania.
Moj osobisty brat mial problem z zalozeniem krotkich spodenek pierwszy raz po zimie, jak tylko zobaczyl swoje gole nogi to darl ryja. Mama wpadla na pomysl i zawiazywala mu pieluche z przodu, nie widzial nog, wychodzil sie bawic, gubil pieluche i juz bylo w porzadku.
Moj osobisty syn, nie zalozyl zadnej nowej szmaty, bo to "nie moje" wiec kazdy nowy ciuch musial sie wyponiewierac po krzeslach i tapczanach, tak zeby mlody oswoil sie z widokiem i juz wtedy bylo "jego". Jak mial 3 lata to nie chcial zrec nic poza "kurcakiem". No to wszystko nazwyalo sie kurcak lacznie ze zrazami zawijanymi z wolowiny, ryba jak rowniez golabkami:)
Ja wiem, ze Tobie w przypadku Wu to niewiele pomoze, ale moze chociaz troche pocieszy. W kazdym z nas siedzi jakis autysta:)))
Ja nie zasne dopoki nie mam wywinietego rowno przescieradla na koldrze:))) Wspanialy co sie w tym wynalazku urodzil i wychowal olewa, ja dre morde, wstaje i go terroryzuje dotad dopoki nie wywinie jak ja chce.
Kiedys mnie ponoc podpatrzyl w nocy i ja nawet przez sen zakladam i sprawdzam to durne przescieradlo:)))

iw-nowa pisze...

Faktem jest, że wszyscy mamy jakieś takie przyzwyczajenia, z których nie chcemy zrezygnować, a Wu jest tylko bardziej uparty od przeciętnego zjadacza chleba :)
Mimo wszystko dzielni byliście, tyle godzin walki o zepsute łóżko!

srebrzysta pisze...

Syn koleżanki (również autysta) także ma swoje przywzwyczajenia i równie skrupulatnie pilnuje ich przestrzegania np. zupa bez żadnych "paprochów" w środku.