3 gru 2011

budowanie właściwej relacji z dzieckiem czyli deża wi

W różnych relacjach interpersonalnych za budowanie dobrego kontaktu odpowiadają obie strony.



 



Bywa, że  za tworzenie właściwej relacji odpowiada jedna strona. Są to sytuacje, kiedy dziecko spotyka się z dorosłym na przykład rodzicem lub nauczycielem, opiekunem.






Jednak, generalizując, dobry kontakt wymaga otwarciu się obu stron. Obie strony wzajemnie sobie dają i przyjmują.






Tylko, dlaczego to nie wychodzi?



Albo wyjdzie, ale po latach...



Dlaczego znowu mam d

éjà vu...


geny, geny, geny słyszę na pocieszenie ze wszystkich stron
a ja zaczynam być już obojętna, a to nie wróży dobrze


we wtorek kolejna, czwarta już odsłona w sądzie w sprawie opieki prawnej nad Ka i Ku, sędzina nas już nie lubi, my jej też


Missisipi okazała się odporna na leczenie antybiotykami, więc nadal jest totalna niemoc.


Ku podszedł właśnie, że on nie lubi obranego kiwi, tylko kiwi w skórce i tego obranego jeść nie będzie. Dostał w skórce.


Koledzy Wu maja regresy w autyzmie i łykają gąbki do uszczelniania okien lub okaleczają się szczoteczkami do zębów, więc na tym polu dwudziestogodzinne maratony przy komputerze Wu wydają się być pikusiem, szczególnie że dzisiaj od rana wyszukiwał na you tube filmiki o syndromie Aspergera. Przypadek? Być może...


Poza tym nie ma śniegu i będę bardzo zdziwiona, gdy się pokaże. I niezadowolona też.


A teraz muszę pomyśleć jak ubrać Ka na wizytę z mamą, bo ostatnio, podobno, ubrałam ją jak wieśniarę...

11 komentarzy:

silka pisze...

Wszystko to prawda i pięknie bardzo, no ale właśnie ... dlaczego to nie wychodzi?

Pomimo pracy z dziećmi, chcę mieć własne. Czy to już początek uwiądu starczego?

Beata pisze...

A broń Boże Silka:) Własne dzieci, jakby tu powiedzieć, nie stwarzają mi tylu problemów, co te przysposobione.
Problemy z nipełnosprawnościa Wu są wytłumaczalne i je rozumiem.

Nie rozumiem kiedy ćma leci do ognia mimo moich zabezpieczeń i ostrzeżeń.

anabell pisze...

silka- człowiek zawsze się łudzi, że własne (jakimś cudem) będzie inne, lepsze, mądrzejsze, zdrowe i ogólnie naj, naj.A bywa przecież różnie. Ale to nie uwiąd starczy u Ciebie, to przymus pozostawienie swoich genów na Ziemi.
Beata - a na czym polega ubranie dziecka na "wieśniarę"? A sprawdzali na co reagują Twoje bakterie? Bez antybiogramu mogą w Ciebie pchać jeszcze tonę antybiotyków, a jedynym skutkiem będzie grzybica.I wiesz, generalnie mam bardzo złą opinię o polskim sądownictwie, niezależnie od tematu, którym się zajmują. A może Wu znajduje w zachowaniu tych dzieci coś znajomego i dlatego wyszukuje? My naprawdę wciąż do końca nie wiemy jak funkcjonują nasze mózgi , a zwłaszcza tych osób z którymi mamy ograniczoną komunikację. A sumując - dla mnie i tak jesteś niezwykłą osobą.
Miłego,;)

Beata pisze...

oj Anabell:)

posiew robiłam, francę odporną na wszystko mam

anabell pisze...

No to może zrób antybiogram w innej placówce- ostatnio zdarzają się takie kwiatki,że nawet wyników badania krwi nie można być pewnym, choć to niby są badania wykonywane komputerowo. Ale wystarczy,że "gibnie się" napięcie i aparatura przekłamuje. A antybiogramy są wykonywane "ręcznie", więc mógł ktoś, coś przeoczyć. A co na ten "fakt medyczny" lekarz mówi?

Beata pisze...

ten fakt medyczny lekarz zobaczy dopiero w poniedziałek, bośmy sie cały tydzień mijali:( a inny powiedział, że jesli chodze z tym juz tydzień to wytrzymam do poniedziałku:)

Anonimowy pisze...

"Ku podszedł właśnie, że on nie lubi obranego kiwi, tylko kiwi w skórce i tego obranego jeść nie będzie. Dostał w skórce"
Literówka Ci się zdarzyła - końcówka winna brzmieć "... Dostał w skórę." ;-)
pozdrawiam clou
ps. problem rozmowy z dzieckiem, w czasie której dziecko udaje ścianę przerabialiśmy po wielokroć i po wielokroć przychodziła zaduma i zwątpienie pod tyt. "po co"

evita_duarte pisze...

Sama wole kiwi w skorce, grejpfruta przekrojonego na pol wyjadam lyzeczka, a pomarancze kroje na osemki o odgryzam od skorki. Inaczej nie lubie.
A cma lgnie do ognia bo musi, bo moze tym razem sie nie przypali.

srebrzysta pisze...

To Ty, kochana, chociaż w niedzielę troszkę odpocznij.
Jeśli się da.
Ale może się da.
Mam nadzieję.
:-)

spt pisze...

w skórę to by może nie dostał, ale kiwi tez już nie. przynajmniej mój wlasny. czy to nie jest jedna z najtrudnieszych spraw przy przysposobionych dzieciach - traktować je NORMALNIE. i jak ma focha to podejśc do focha jak do focha zamiast myśleć o genach itepe. i jak pluje na pomidorka bo nie pod tym kątem pokrojony to mu dać suchą kromkę?

Ja ostatnio Blondyna z samochodu wysadziłam - pyszczył jak nakręcony więc uznałam, że nie będę już tego słuchać. wracał pięc kilosów na piechotę (inna sprawa że prawie w gacie narobiłam jak po godzinie jeszcze go nie było ;) - ale podziałało. nie wiem czy z "obcym" dzieckiem tak bym umiała bez miliona dylematów.

Ciężki temat ciągniesz.

Beata pisze...

Spt, z "obcym" dzieckiem to ja tak nie mogę, żeby go wysadzić i niech idzie, bo ja jestem instytucja i jestem odpowiedzialna za to obce 24 godziny na dobę:(
a Ku tego w skórce tez nie zjadł (uprzedzałam go) bo kiwi było dość twarde i samo od skórki nie odchodziło. Uprzedziłam, że twarde i kwaśne - lubię twarde i kwasne - powiedział.
To zjesz? - ja na to, bo nie lubie wyrzucania jedzenia.
- Zjem!
w rezultacie zjadł to obrane pokrojone na małe kawałeczki...

ale to tylko taki przerywnik:) przecież problem z jedzeniem to mały pryszcz jest:)