15 paź 2009

Inni mają gorzej

dlatego nie narzekam,
jednak straciłam kontakt ze światem, w środę po południu i odzyskałam dzisiaj też po południu...
znaczy dopiero wrócił prąd
po pracy (w której udało mi się umyć przed lekcjami, jak to dobrze, że teraz w szkołach są prysznice), spędziłam, z jednym z moich dzieci cztery godziny u lekarzy i szpitali (jest ok, już w domu jesteśmy)
pozdrawiam Szpital w Redłowie, fachowo, miło, sympatycznie, ciepło, tylko długo :)
teraz oczy się mi samodzielnie zamykają
zaraz łyknę ibuprom zatoki i do łóżeczka
wszystkim zasypanym i zalanym bardzo współczuję
nie potrafię sobie nawet wyobrazić konieczności ewakuacji mojego domu o drugiej w nocy...

i, niestety,brak internetu był bardzo bolesny...posiłkowaliśmy się wiadomościami z radia na bateryjki, ale to ni to samo, co oglądanie świata przez kamery...

24 komentarze:

Anonimowy pisze...

Witaj Beato, wyobrażam sobie, jaki fatalny jest brak prądu. Internet to internet, ale lodówka! Tak więc jestem szczęśliwa, że mnie to ominęło.
Maria Dora

Kasia pisze...

U mnie nie było raptem 4h.Posiedzielim, pogadalim, kąpiel przy świecach zrobilim. Nastrój był...ale jakby to dłużej trwało...

gullviva pisze...

Beata kiedy w poludniowej Szwecji przeszed orkan "Gudrun" to nie tylo po przewrcal i polamnal drzewa w lasach ale jeszcze siedzialam bez pradu tydzien ...internet mialam w pracy bo oni zawsze maja prad ;) ale najgorsze ze moj piec ogrzewczy w domu nie struje bez pradu ...siedzialam w 15 stopniach i przy swieczkach a obiady gotowalam na malym turystycznym "sztormiaku" :))))

dikejka pisze...

Ooo.. brak prądu upierdliwy być potrafi;/
U mnie nie wyłączyli, ale chwilami światło przygasało.
Miejmy nadzieję, że szybko się taka sytuacja nie powtórzy:)

Neskavka pisze...

U mnie też ogrzewanie bez prądu nie działa.
Wprawdzie ogrzewanie gazowe ale piec na prąd.
Rozmrożona lodówka mnie wykańcza,inne rzeczy jestem w stanie przeżyc.Nawet brak internetu.

Mijka pisze...

u nas też nie było prądu..a piec też bez prądu nie działa..ale na szczęście mamy ten stary,na węgiel,więc jakby co to damy radę..
i oby te kataklizmy się skończyły!
a net?
potrafię bez niego..

Stardust pisze...

Piszesz "stracilam kontakt ze swiatem".
A ja sie pytam, a coz to za swiat???
Beata, przezylam 17 dni bez pradu, co prawda latem, ale to na jedno wychodzi bo nie moglam miec klimatyzacji. No i co? Bylo super!!!!! Bardzo mi sie podobalo, co wieczor przed zachodem slonca Wspanialy otwieral wino, bo pozniej juz nie bylo widac gdzie korek:)) Lodwka? zaden problem uratowana suchym lodem.
Boze, przez te wszystkie dni nie MUSIALAM i nie POWINNAM nic!!! Zupelnie NIC!!! Slodkie nic nierobienie!!!! Wspominam ten czas z przyjemnoscia, a radio na baterie zupelnie mi wystarczalo, no ale ja telewizor to mam generalnie tylko do zbierania kurzu, bo jak ogladamy 2 godziny tygodniowo to juz jest duzo.

Kopacz pisze...

I pomyśleć, że trzy tygodnie temu skończyło się lato. Jak na polskie warunki niezbyt wygodny fenomen.

antyfaszysta pisze...

Też kiedyś przeżyłem 3 tygodnie bez prądu. A nawet bez radia, telewizji i telefonu. Poważnie. To było chyba ze 25 lat temu... Aaaa korkociągu też nie miałem:D
A tak na serio. Ostatnio nie miałem neta przez 4 godziny. Wystarczyło, by czuć się co najmniej nieswojo.
Bo ludzie nie znający internetu są szczęśliwi. Szczęśliwsi, którzy go mają, a najbardziej nieszczęśliwi są ci, którzy mieć go powinni, ale mają awarię.

Mijka pisze...

anty..wyjedź gdzieś,gdzie nie ma netu..ja tak od lat jeżdżę w góry.od roku net jest w jednej knajpie,ale biorąc pod uwagę naszą miłość do siwuchy np..może być cienko,ostatnio wypiliśmy wszystko:),buszując w sieci.a raz-kilka lat temu- po przyjeździe z wywczasów zdziwiłam się bardzo,bo jedne blog zniknął..nawet nie wiem,co tam się działo przez dwa tygodnie i szczerze mówiąc,jakoś mnie to nie martwiło ani wtedy ani teraz.

Stardust pisze...

Antyfaszysto--> Brak korkociaga to faktycznie tragedia! Sam prad w porownaniu z korkociagiem to w takiej sytuacji bzdet:))

antyfaszysta pisze...

@ Mijka
Wyjedź gdzieś do ciepłych krajów:P
Nie wiedziałem, że mnie nie lubisz :>

@ Stardust
Piwo było kapslowane:D Wina korkowane nie były na tyle godne, by nie przeżyć wciśniętego do butelki korka:D W metalowe kubki można śmiało lać wino przy wciśniętym korku:)

Mijka pisze...

anty.nie lubię?:))))a chcesz oberwać?:))))
a pffff..że tak powiem:)

Mijka pisze...

a piwo kapslowane można o drugie piwo:)jedna moja kumpela otwiera flaszeczki kapslowane..zębami..cud normalnie.

Stardust pisze...

Anty--> Masz racje, jak sie chce, to na wszystko znajdzie sie sposob:))

Kwoka na Dolinie pisze...

Mimo to Ci współczuję, choć się tego nie domagasz, bo inni mieli jeszcze gorzej - dzielna z Ciebie kobita i nie marudna. Raz, że taka ze mnie empatyczna osoba, a dwa, że sama nie ucierpiałam wcale jak chyba na ogoł mieszkańcy miast w centrum kraju. Egoistyczna część mej natury miała się całkiem nieźle - nigdzie nie musiałam wyjść i tylko mogłam ze zdumieniem oglądać zadymkę za oknami. Ciekawe, co przyroda nam jeszcze zgotuje i kiedy, bo my przecież wobec niej to mały Pikuś - pardon pan
Pikuś ;))Też niedawno byłam bez netu, ale z innych przyczyn i trochę brakowało, ale...cóż to za zmartwienie, gdy się np. ma prąd i wodę -bez jej nadmiaru.A ibuprom pomógł? Oby tak było!

Pistacjowy Kosmita pisze...

Przebijam: ja przeżyłem huragan Hugo w Południowej Karolinie :P

Bea, oglądając tych ludzi, którzy w zimno, deszcz i wiatr ratują z wody resztki swojego dobytku - dziękuję Temu Kogokolwiek to dotyczy, że siedzę sobie bezpiecznie w ciepełku, z filiżanką gorącej herbaty...

antyfaszysta pisze...

@ Pistacjowy
A ten huragan to z korkociągiem, czy bez?

Stardust pisze...

No wlasnie, to bardzo istotne pytanie, bo huragan z korkociagiem nie jest wcale taki bardzo huraganowy huragan:))
Pistacjowy bedzie ostrozny z tym licytowaniem sie, co se mysli? tak se wpadnie na koniec dyskusji i mowi "a ja przebijam wsiech".
Nie ma tak:))))))))))))

zgaga pisze...

Przeżyłam orkan na beprądziu i bezwodziu. Jak wiele razy przedtem... Ciueszę się z Twojej dobrej opinii o redłowskim szpitalu, gdyz mój ukochany Zięć tam rabotajet.... Ze szpitalem rzeczonym mam konszachty od zawsze. Babcia moja śp. tam się lekowała regularnie... I nie szpital ją wykończył, by nie było niejasności!

effka pisze...

Bezprądzie, bezwodzie i beznecie to u mnie dość częste zjawisko, bez względu na anomalia pogodowe.. Ot, takie Grajdołkowate normalności... A korkociąg ostatnio używany był w całkiem innych - niż producenci by chcieli, celach. Bardziej remonotwych;)

miss pisze...

to w lipcu 2010 kolejny baby boom?;)

Grzegorz pisze...

To ja nie będę się już licytował, ponieważ wiele argumentów tutaj padło i trudno jest Was wszystkich przebić :)

Beata pisze...

Ja też nie będę licytować:)

o! Miss, witaj, a jak sie do Ciebie pisze?