29 lut 2012

11.20

proszę trzymać kciuki sąd po raz enty będzie decydował o zmianie w życiu Ka i Ka. Czy odebranie praw matce dzieciom nie zaburzy relacji między dziećmi i matką (widzą się średnio raz na miesiąc, przez jedną godzinę), o wygodzie naszego życia nie będę wspominać, bo nikt tego nie bierze pod uwagę.  Dodam, że nie zamierzam odmawiać matce widzeń, sama woziłam je kiedyś do niej do domu, żeby nie musiała dojeżdżać do marketu, ale po kolejnej libacji sąd im zakazał tych spotkań...ale to był inny sąd, a "mój" sąd jest sądem wahającym się.

20 komentarzy:

retro77 pisze...

Trzymam kciuki - pozdrawiam

Beata pisze...

(nie zapeszam):)

silka pisze...

Trafia mnie, gdy czytam o takich rzeczach. Nie wiem czemu niewydolne łajzy mają podtrzymywane prawo do widzeń z dzieckiem, skoro jest oczywiste, że łajzowatość przenosi się społecznie, więc każde oglądanie przez dziecko ojca-łajzy może zainspirować je do bycia tymże, co w skutkach jest szkodliwe społecznie. Prosto mówiąc: nasze sądy są głupie, lub też po prostu tacy ludzie przychodzą do pracy, przeczytają kawałek paragrafu w temacie a na zmianie rzeczywistości na lepszą nie zależy im, bo się można przy tym spocić :/

zielone-buty pisze...

trzymam!

Baronowa Lorenza pisze...

Szkoda, że nie ma opcji "lubię" to pod komentarzem silki :-)

Margarithes pisze...

Trzymam i ja!

anabell pisze...

Zastanawiam się, skąd się biorę pracownicy sądów rodzinnych- czy wpierw jest przeprowadzany swoisty casting wyławiający samych odmóżdżonych? Wcale a wcale nie jest jasne i oczywiste, że kontakt z niewydolną macierzyńsko i umysłowo matką jest dla dziecka korzystny. Skoro z tego powodu odebrano jej dziecko, to na jakiej zasadzie teraz na siłę usiłuje się podtrzymywać ten kontakt- dla dobra dziecka czy dla dobra matki, jako terapię?
Miłego,;)
P.S.
Oczywiście kciuki potrzymam.

Nivejka pisze...

Sąd sądem a sprawiedliwość jak zwykle "wahająca się"...

Casablanca pisze...

Bardzo trzymam kciuki.
Staralam sie lata temu(i przez lata)o adopcje malej Kasi i przegralam, niestety.Ojciec dostawal przepustki z wiezienia na dziecko,ktore przebywalo w Domu Dziecka czyli bylo mu to na reke i babka,ktora zabierala dziewczynke do siebie raz na kilka miesiecy, a po wizycie przywozila do osrodka zawszawiona i pobita. Patologia w czystej postaci..., niestety, sad nie zabral ojcu praw rodzicielskich, a dziecka nikt nie zapytal,gdzie chce byc. O czym ci ludzie mysla wydajac takie wyroki???
Jak z powyzszego wynika- bardzo trzymam kciuki.

Kwoka pisze...

No - to się nie mieści w GŁOWIE - TAKI SĄD ! Powodzenia dla WAS !!

spt pisze...

z selekcji negatywnej. dokładnie jak pracownicy oświaty. to ten sam rodzaj proporcji przymusu do powołania.

przepraszam jak się komuś naraziłam.

Beata pisze...

Spt, naraziłaś się, bo tacy ludzie są w KAŻDYM zawodzie, ja akurat w tym momencie opisuję takie a nie inne zdarzenie:)

Anonimowy pisze...

Spt ma racje.
O skladzie wydzialow rodzinnych decyduje selekcja negatywna. I tak jest juz od dawna.
Niestety.

AA

silka pisze...

Przykre to, ale więź matki z dzieckiem jest mitologizowana. Geny mają znaczenie, ale w takich razach na pytanie "czemu dziecko musi widywać się z matką?" przychodzi mi na myśl prymitywna odpowiedź wykorzystująca skojarzenie z inną fizjologiczną czynnością w miejscach sąsiednich, czyli z wydalaniem wiatrów. Owszem, dzieci potrzebują wiedzieć skąd pochodzą ale zmitologizowany stosunek społeczeństwa do tej więzi powoduje, że rosną one w cieniach spokrewnionych genetycznie potworów. Co ciekawe, gdy powstała instytucja surogatki zmitologizowanie "narodzin" spowodowało, że chociaż jajo z którego powstał mały człowiek nie jest genetycznie spokrewnione z surogatką, to ona ma prawo decydować o tym, czy chce produkt końcowy (czyli dziecko) zatrzymać, czy też oddać rodzicom biologicznym. Czyli nawet genetyczne spokrewnienie ma mniejsze znaczenie niż wypuszczenie wiatrów z niższych okolic. A tymczasem ktoś dla tego dziecka mógłby być po prostu dobry. Nie tylko dlatego, że po porodzie w mózgu wydzieliła mu się na jakiś czas chemia, tylko dlatego, że lubi dzieci. Sigh.

Yhhh, emocjonuję się tym tematem chyba zbyt. Kończę go więc.

spt pisze...

oczywiście Beata że w każdym - ale zapewniam Cię że wśród sędziów rodzinnych jest o wiele więcej osób nieudolnych niż dajmy na to wśród sędziów cywilnych. podobnie jest wielu nauczycieli kompletnie z przypadku - a dziennikarzy już mniej. itepe. itede.

nie ma co się buntować. przerażająca większość prawników to nadęte snoby. a ja np nie ;))))

a apopos tego co wyżej to przysięgam że dzisiaj rano wysłałam do swoich partnerów napełnionego furią maila, którego fragment brzmiał tak:

"4. Zapominamy o starej paremii iura novit curia (nie dotyczy sądów od apelacyjnego w górę)
5. Wręcz przeciwnie – pamiętamy, że curia to ma iura w zadzie i co najmniej nie pamięta co to znaczy wykładnia różna, iura czyta przepisy jak przeciętna baba ze wsi, a procedurę stosuje w formie, którą zastała curia przy sądowym egzaminie. Akta czyta na pięć minut przed rozprawą. Jak jest problem – nie rozkmini – bo nie ma na to szans choćby czasowych.
6. Jedyna zasada z którą curia się liczy to ochrona siebie i swojego świętego spokoju (...).

To była moja reakcja na to co wczoraj zrobił jeden sąd. tym razem nie rodzinny.

druga-mama pisze...

A "nasza" mamusia dostala przepustki dla dzieci na 1 weekend w miesiacu.U nie w domu - lokal socjalny,14 m kwadratowych,jedno lozko,ubikacja wspolna z calym pietrem.
Nie przyjedzie po nich,bo nie ma pieniedzy,ale sąd nam polecil ..posylac dzieci same ..pekaesem.
Bo duze juz sa,a mama prawa ma.
Dzieci sie nikt nie pyta czy one chca czy nie,maja jechac..
A my,jako rodzina zastepcza,mamy w razie czego = w razie jakby mama zapila podczas ich pobytu u niej,dzieci odebrac od niej.Osobiscie.
Taaa...niedawno przeczytalam kolejny artykul z serii "nie ma chetnych na opiekunow zastepczych.

Anonimowy pisze...

Aj, naraze sie Dyskutantom. Ale musze to powiedziec.
Jako czyjekolwiek dziecko nie chcialabym, zeby wyzywac moja mame od 'nieudolnych lajzow' i spokrewnionych genetycznie potworow'. Chocby moja mama pila, chocby nie miala pieniedzy, chocby byla niewydolna 'macierzynsko i umyslowo'.
Chwala rodzinom zastepczym, z ktorych wychodza dzieci zdolne swoim nieszczesnym rodzicom wybaczyc. I moze nawet ich kochac ? Jestem pewna, ze dzieci Beaty beda to potrafily.
zzo
PS. O pracownikach oswiaty tez dziwne rzeczy w tym watku czytam, ale sie za nimi nie ujme, bo to twarde sztuki, cwane, wygadane, to niech sie odgryza ! Uwielbiam nauczycielki, tesknie za tymi najbardziej wylenialymi i cynicznymi ( za uczniami - jakos nie ).

Beata pisze...

Druga mamo, podaj odległość w kilometrach, pks niektórym nic nie mówi:) moje mają 40 km

a jak masz sprawdzać czy mama zapiła? dzieci zadzwonią?

Beata pisze...

Zzo, jasne, to zdrowy odruch walczyć o swoje gniazdo, słusznie.


tęsknij, tęsknij:)

Beata pisze...

Spt, właściwe to ja jestem w wielkim szoku, że do rodzinnego trafiają odpady... tonie mozliwe, pamiętam takie fajne sędziny, łza się w oku kręci, na jednej rozprawie było szast prast i po wszystkim. a tu wszystko trwa juz rok...
trudno
a jeden, bardzo uciążliwy sędzia, który miał na pieńku z całym MOPSem to se wziął i awansował:)
PS nie rozkminię tego co napisałaś:)