Po dzisiejszej mszy (7.06.)uświadomiłam sobie, że nie napisałam jasno, że Bóg jako Stwórca i nic więcej... oznacza, że Bóg stworzył świat i niestety nie ma (moim zdaniem) wpływu na nic, co się dzieje w naszym życiu. Na jakość dziecka, na chorobę, na śmierć, na biedę, na wojnę, wrednego sąsiada, na nic. Ale to mi nie przeszkadza. Nie wszyscy to rozumieją i mają do Boga jakieś żale...Absolutnie nie jest to notka inspirowana relacjami Lorenzy wychowawca-rodzic.
Ma jednak z nią wspólny mianownik, albo licznik jak kto woli, a sama Lorenza potrafi być inspiracją wszystkiego.
Notka jest inspirowana stwierdzeniem Alicji z Pireusu, która uświadomiła mi prawdę XXI wieku związaną z religiami.
Otóż, Ala, powiedziała, że jest zszokowana w jaką stronę poszedł religijny świat. Zamiast się skonsolidować, to on się sekści... to ostatnie to już moje określenie, Alicja używa określeń bardziej zrozumiałych.
To nie ma być przemądrzała notka o tym czym jest religia dla ludzi i która religii świata jest najlepsza, bo tego nie można obiektywnie stwierdzić.
Do czego w ogóle jest nam potrzebna religia?
Jadę samochodem, rozmawiam z Bogiem, modlę się po swojemu, bywam
w kościele. To mi wystarcza. Inni bracia wyznawcy uważają, że robię źle, bo nie przestrzegam zasad "naszej" religii.
Nie słucham ich.
Instytucja zwana Kościół nie jest dla Boga.
Moim zdaniem.
Chrześcijaństwo, myślę, jest pomyślane dla wyznawców nieco leniwych
w swojej wierze. Raz w tygodniu do kościoła, czasami więcej, spowiedź, pokuta, komunia, modlitwa, która można mówić oglądając jednocześnie nowe buty Lorenzy siedzącej obok.
Judaizm jest zbyt trudny, ortodoksyjny - tylko mnie ciekawi, zbyt wiele ograniczeń... Prawo żydowskie reguluje życie wyznawcy judaizmu tak szczegółowo, że trudno oddzielić wyznawanie religii od zajęć doczesnych.
I chrześcijaństwo i judaizm zawierają w sobie zbyt wiele możliwości interpretacyjnych, czy wręcz manipulacyjnych jeśli chodzi o literaturę, piśmienne źródła z początków powstania religii. Początków? No, nieco po fakcie spisanych...
Najbardziej odpowiada mi po prostu fakt, że jest Bóg i jestem ja.Teoretycznie powinien mi odpowiadać islam, bo w języku arabskim oznacza poddanie się Bogu.
Tak, tylko, ja chcę Boga i moje rozmowy z nim, nic więcej. więc islam...nie bardzo.
Te trzy powyższe religie toczą zacięty bój o to ilu jest bogów, w jakich postaciach,
z materiałem genetycznym ludzkim, czy bez.
Czy Bogu na tym zależy?
No to, może buddyzm?
Jestem właścicielem mych działań, spadkobiercą mych działań, narodzony z mych działań, powiązany z mymi działaniami, me działania są mym sędzią. Cokolwiek uczynię, prawość lub nieprawość, stanę się tego spadkobiercą.To jest chyba jedyna kreatywna religia, wymagająca od wyznawcy myślenia
a nie odtwarzania.
Prawda, dobro, równość to wartości uniwersalne, w żadnej innej religii nie są tak dokładnie przestrzegane.
Tylko Bóg jest tam jakby...obok?
Trochę tam jeszcze zbyt dużo cierpienia i karmy...jakoś tak jestem pewna, że Bóg radosną istotą jest. Całe szczęście, że jest Ścieżka Prowadząca do Ustania Cierpienia!
Hinduizm - gubię się w odłamach, ale przynajmniej kobitka też może być Bogiem...
I te wszystkie inne, co to krwi nie przetaczają, bogacić się każą z Tomem Cruisem, jeść to a tamtego nie, pościć w szatach obszywanych złotem, zwalczające się nawzajem - nie dały mi odpowiedzi, po co nam religia, albo dały, ale odpowiedź mnie przeraża...
Jutro już będę mniej filozoficzna a w niedzielę idę z Wu na mszę. Będzie służył do mszy, dłubał w nosie, bo z Bogiem mu dobrze jest.